mobilklasik
Witryna poświęcona jest wróżby online
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

DLACZEGO ONE ZAWSZE WRACAJĄ CZYLI SIŁA KONTRASTU

Portret użytkownika BANE

Porzuć wszelką nadzieję, Ty, który tu wchodzisz...
Dlaczego akurat takie pierwsze zdanie?
Ponieważ, w gruncie rzeczy, tytuł jest trochę zwodniczy, bo nie do końca o tym, a może, by być ścisłym, nie tylko o tym będzie traktował ten artykuł. Jestem jednak pewien, że taki tytuł, zapewni mi mnóstwo odsłon [nie żeby to miało jakieś znaczenie, ale jednak każdy ma jakieś wewnętrzne pokłady próżności], od różnych utajonych, nie chcących się przyznać, że wciąż płaczą, frajerów. No ale dobrze, dość już pastwienia się i złośliwości...

Zastanawiała mnie bowiem od dłuższego czasu jedna rzecz - dlaczego większość facetów na tej stronce [żeby było jasne - absolutnie nie piję, w tym miejscu, do, tzw. "starej gwardii"] jest tak kurewsko wewnętrznie słabych? I ich liczba rośnie. Przybywa coraz więcej desperatów, niedoszłych samobójców, skomlących obsesjonatów itd., itp. Nikomu nie odmawiam prawa do odczuwania wewnętrznego bólu, długo niezabliźniającej się rany od włóczni o nazwie "ktoś właśnie posuwa moją Niunię". Rzecz jednak w tym, że jeżeli ktoś zadaje Ci ból, to robisz to sobie Ty sam. To coś jak odwrotność funkcji o nazwie "jazda na ręcznym" - że tak to - niewyszukanie - określę. Jątrzysz, rozpamiętujesz itd., itp. Dziwne i żałosne bo, zaprawdę powiadam Ci, ONE ZAWSZE WRACAJĄ. Skąd wiem - zapytasz. Bo jeżeli Ona nawet w tej chwili o Tobie nie myśli to jedno jest pewne, jak jutrzejszy wschód słońca - jeżeli odeszła - to raczej nie zaprzątasz Jej głowy, ale - UWAGA - nie zaprzątasz Jej głowy - tylko w takim stopniu - w jakim byś zaprzątał - gdybyś odszedł sam, nie czekając na kopa w dupsko od Niej. To, że to Ona odeszła wcale nie oznacza jednak [jak wielu z Was sądzi], że o Tobie nie myśli... Zapytacie - czy wystarczy  więc cierpliwie czekać? Odpowiem: TEŻ. Ale nie tylko. O co chodzi? Wydaje mi się bowiem, że dziewczyny nie odchodzą jeżeli nie mają alternatywy w postaci jakiegoś gościa, który będzie, niech mi Panie wybaczą określenie, przysłowiowym "zapchaj dziurą" [:)Wink:)] - czasem na miesiąc by wyleczyć "kaca" po rozstaniu, czasem na dłużej [kobiety mają bowiem wmontowany wg. mnie zupełnie niezrozumiały mechanizm, który za każdym razem każe im sądzić, że ten obecny facet, to jest właśnie TEN, albo przynajmniej wart rozważenia jako potencjalny TEN JEDYNY] - tymczasem jak tu już gdzieś pisano - eden to jest tylko na początku. Mija - powiedzmy pół roku - [znowu dojebię kilku zapłakanym napaleńcom, ale co tam] - radosnej, nieustającej imprezy, rozmów, ostrego rżnięcia itd., itp. i nowy chłoptaś Waszej Najdroższej Niuni, zaczyna popełniać błędy. Wkracza proza dnia codziennego. Parka już się nagadała i wychędożyła na wszelkie możliwe sposoby i cóż... Już nie jest ani tak ostro, ani tak ciekawie jak było - nowy facet Twojej Niuni, nawet jeżeli zna rady z tej strony, to i tak tu i ówdzie ustąpi, tam nie będzie się kłócił, a gdzie indziej z kolei ulegnie - dla przysłowiowego świętego spokoju. Jednym słowem - zaczyna się gangrena frajerstwa. Raz jeszcze - proza życia. Znamy to dobrze. Sami to przerabialiśmy. Powiecie więc - BANE zamiast pierdolić, napisałbyś wprost, że wystarczy przeczekać. Otóż, BANE tak nie napisze - bo gdyby tak napisał to nie byłaby do końca prawda.

Jasne - cierpliwość jest zajebiście ważna, ale kluczem do sukcesu [jeżeli już jesteś tak uparty by swoją ex odzyskać] jest coś, co ja nazywam siłą kontrastu. O co chodzi? Otóż chodzi, Moi Drodzy, o to, że większość desperatów, rozpaczliwie pragnących powrotu, stara się okres największego cierpienia, po prostu właśnie TYLKO przeczekać, nie robiąc ze sobą nic, podczas gdy ból, który w Was siedzi jest najlepszym tworzywem do odbudowy tego co się utraciło. Prawda jest bowiem taka, że laska odeszła bo TY sam tego chciałeś. Właśnie tak - chciałeś tego zajebiście. Na niczym nie zależało Ci tak bardzo, jak właśnie na tym. Gdyby było inaczej to zajmowałbyś się swoją Panią tak jak należy - pokazywał na każdym kroku, że jesteś silniejszym od niej, potrafiącym o Nią zadbać, pod każdym względem, facetem - a Ona nigdy by od Ciebie nie odeszła. Taka jest prawda - jeżeli łatwo przychodzi Ci uznawać swoje prawo do dominacji w związku, musisz również uznać fakt, że za tym idzie większa odpowiedzialność za jego rozpad, nawet jeżeli laska puściła Cię kantem. Nie jest bowiem tak, że jesteś tym, który wyznacza reguły w związku, ale, jeżeli coś się spierdoli, to wtedy to już winna jest dziewczyna. Broń Boże nie Ty. Stąd [tzn. z niechęci do uznania tej zależności] to ciągłe biadolenie: "Nie ufaj kobietom"; "Zawsze kłamią, dziwki" itd., itp. Jeżeli chcesz być tym, który rozdaje karty to pamiętaj, że jeżeli układ się rozpada, to oznacza po prostu, że źle rozdałeś. TY I TYLKO TY.  Stało się więc to, na co pracowałeś nieustannym frajerstwem, i zamiast wyciągać wnioski - siedzisz - albo co gorsze - leżysz w pozycji embrionalnej - i płaczesz rzewnymi łzami. Tymczasem Twój ból, to Twój budulec. Nie tylko dlatego, że każde cierpienie wzmacnia charakter. Dlatego, że Twoje pokłady złości, pretensji i żalu pomogą Ci w wykrzesaniu z siebie dość siły, by z łatwością odzyskać kobietę, która odeszła, co więcej, w perspektywie czasu, zdobyć każdą, którą zechcesz. Proste - skoro udało Ci się bez problemu zjebać - to i bez problemu naprawisz. Jak to? - zapytacie. Odpowiadam: KONTRAST. Rozdźwięk między tym kim byłeś, a kim jesteś teraz. To tak naprawdę jedyny motyw ciągle powtarzający się we wszelkich opisach powrotów. "Jak się zmieniłeś"; "Zachowujesz się i wyglądasz zupełnie inaczej"; "Szkoda, że jak ze mną był, to tak nie miał", itd., itp. Twój ból to stop, z którego wykujesz budulec, dla powrotu, albo, chuj niech będzie, nawet i zemsty na byłej. Jak? Proste - weź się za siebie. Kobiety są na etapie pierwszego kontaktu takimi samymi wzrokowcami jak my - mężczyźni. Myślisz teraz - kurwa, jak to się ma do dziewczyny, która zna mnie na wylot i którą ja znam? Jaki kurwa pierwszy kontakt? Odpowiadam: Marna postura? - idź na siłownię; Nadwaga? - przejdź na dietę; Cipowatość w kontaktach z kobietami - pracuj nad asertywnością i umiejętnością wyrażania i trzymania się swojego zdania. Ona będzie musiała WIZUALNIE przekonać się jak bardzo się zmieniłeś.
Otóż, im lepiej Cię zna, im bardziej jest pewna swojego zdania na Twój temat - tym lepiej dla Ciebie! Masz dzięki temu niepowtarzalną okazję dostarczenia do Jej nowego związku bomby wodorowej z opóźnionym zapłonem.

Daj sobie czas. Odczekaj. Pracuj nad sobą. Nie szukaj kontaktu. Poznawaj nowe kobiety. Nie szukaj kontaktu. Baw się. Nie szukaj kontaktu. Nie staraj się pocieszać na siłę. Nie szukaj kontaktu. Cierp. Nie szukaj kontaktu. Załamuj się. Nie szukaj kontaktu. Płacz. Nie szukaj kontaktu. Ćwicz. Nie szukaj kontaktu. Myśl jak najczęściej o tym jak dobrze jest Jej z tamtym. Nie szukaj kontaktu. Pomyśl, że to wszystko co robiła z Tobą, teraz robi z innym. Nie szukaj kontaktu. Pomyśl, że robi mu to lepiej niż Tobie. Nie szukaj kontaktu. Wyznaczaj sobie cele i osiągaj je.


Nigdy jednak, nie myśl o tym by uderzyć za wcześnie. Nie ma Cię w Jej życiu. Pamiętaj o tym. Jej jest z tym dobrze. Ty czekaj na odpowiedni moment. Przypadkowe spotkanie? Unikaj. Miejsca, w których Ona często bywa? Unikaj. Wspólni znajomi? Unikaj. Dlaczego mam nie chadzać gdzieś tylko dlatego, że Ona tam chodzi? - zapytasz. To nie tak. Ty szykujesz się do uderzenia. Nie uciekasz. Cofasz się by potem wygrać na całym dystansie. Samokontrola, dyscyplina emocjonalna, wewnętrzne opanowanie to podstawa. Przygotowujesz się po prostu na najlepszy moment. Takim momentem może być, na przykład impreza, na którą nie wypada Ci nie pójść [dlatego, że to na przykład impreza u Twojego dobrego ziomka, któremu przez przyjaźń nie chciałbyś odmawiać] a na której będzie i Ona. Jakieś wesele czy coś w tym guście. Nie generuj jednak, nie zabiegaj o takie okazje. Jakaś na pewno się nadarzy. Musi jednak minąć odpowiednio dużo czasu. Pół roku nie schodzi z licznika. Zaznaczam: pół roku intensywnej pracy nad sobą. Pół roku wykorzystywania bólu, na rzecz wewnętrznej i zewnętrznej przemiany. W międzyczasie, stosując się do powyższych reguł, korzystaj z życia. Ze wszystkiego co przynosi. Maksymalnie, bez jakichkolwiek ograniczeń. Pamiętaj jednak cały czas, że kto inny obraca Twoją Małą. To jeszcze bardziej Cię wkurwi. Co ciekawe jednak, z czasem, wierz mi, zaczniesz się z tym oswajać, a potem obojętnieć. Jeżeli jednak będziesz konsekwentny, to utrzymasz rygor, który zawsze Ci zaprocentuje. Pamiętaj, że Twój ból, to Twój budulec. Jeżeli nie chcesz, wbrew wszelkim radom z tej strony [i nie tylko zapewne] - go po prostu odrzucić to, jak napisałem, korzystaj z niego. Po takim, co najmniej półrocznym okresie, będziesz już wiedział, czy dalej chcesz wracać, przyjaźnić się, mścić czy cokolwiek innego Ci do głowy przyjdzie.

Wyobraźmy to sobie.
Nadchodzi Twój wielki dzień. Wchodzisz. Spokojny. Opanowany. Uśmiechasz się. Witasz się ze wszystkimi. Z Nią i Z JEJ CHŁOPAKIEM również. Tylko pozytywne emocje. Jesteś panem sytuacji. Ona Cię zna? Nie, Bracie, to Ty znasz Ją. Wiesz, że Ona znowu widzi tego gościa, którego kiedyś pokochała. Widzi go, bo i Ty go widzisz codziennie w lustrze. Po jakimś czasie wydaje Ci się, że Ona jest jakby trochę zakłopotana. Nie czuje się komfortowo na imprezie, mimo, że Jej fagasek dwoi się i troi by bawiła się dobrze. Dlaczego? Bo troszeczkę, trosiuteńkę zaczyna Ją gdzieś w środku kłuć, skurwysyńska igła o nazwie "Ale się zmienił, nie patrz się na niego". Wkurwia Ją to, bo przecież to Ona, na tej właśnie imprezie, miała pokazać Tobie, jak bardzo jest szczęśliwa. Ty - poza dobrą zabawą oczywiście - nie robisz nic. Czekasz. Niech się wkurwia. Co więcej niech wkurwia się Jej nowy boyfriend. On sam - awanturą, jaką jej na pewno zrobi na drugi dzień [albo wcześniej] - tylko utrwali Twój nowy wizerunek w Jej głowie. Bądź naturalny. Kobiety są istotami z gruntu emocjonalnymi. Pozwól na to - niech Jej szalejące emocje będą Twoją bronią. Ty pozostań strategiem. Niech Cię widzi. Jak jesteś z kimś? - świetnie - niech kobieta z którą przyszedłeś, bawi się wyśmienicie - jesteś sam? - jeszcze lepiej - niech Twoja była "Wieczna Miłość" widzi, że jesteś wolny, ale poza Jej zasięgiem. Chcesz z Nią porozmawiać? - OK - rozmawiaj. Raz przez cały wieczór. Nie przyszedłeś tu w końcu dla Niej, a dla dobrej zabawy. Stosuj to wszystko co wyniosłeś ze strony. Odzyskałeś to co chciałeś. JĄ? NIE!!!!! SIEBIE! Ona to tylko potwierdzenie tego co udało Ci się osiągnąć. Nic więcej. Przeszedłeś tyle, że teraz już wiesz, że Twoja była to po prostu kolejny cel i tyle. Ty już wygrałeś. Bo czujesz się dobrze ze sobą. Bo zaakceptowałeś to co musiałeś przejść. Bo wiesz, że to było sprawiedliwe. Co więcej - wiesz, że to było Ci potrzebne. Bądź wdzięczny, za to, że tyle mogłeś dzięki temu wszystkiemu zrozumieć. No właśnie. Ona też już wie czego chce. I On też już wie, czego chce dziewczyna, którą Ci odbił, albo po prostu "pocieszał" po rozstaniu. Widzi to. Ty też już wiesz, że w Jej świecie emocjonalnym zamieniliście się z Nim miejscami na tronie. Ale to nic niezwykłego. Pracowałeś na to. Na odzyskanie należnego Ci miejsca, które, tak naprawdę, tylko na chwilę opuściłeś. Czasem się po prostu tak zdarza. Teraz to On musi Jej wybijać z głowy Ciebie. Ale to już nie jest Twój problem. Tobie potrzeba jeszcze tylko trochę cierpliwości. Bo Ona nie zadzwoni od razu. Będzie miała resztki nadziei, iluzoryczne strzępy poczucia, że może jednak udało się Jej zrobić wrażenie na Tobie. Bez względu na to jednak czy tak było czy nie - Ty czekasz. Zbyt wiele osób mówiło Ci w końcu jak bardzo się zmieniłeś by to nie była prawda. Wiesz o tym dobrze. A jeżeli oni to widzieli to Ona widzi to jeszcze wyraźniej. Przyszedł czas na rewanż. A Ty masz w sobie niewyczerpane pokłady cierpliwości. Tak długo w końcu ją ćwiczyłeś. Czekasz. To nie jest kwestia czy, ale kiedy zadzwoni. Jak długo, Ona tym razem, wytrzyma. Ty już swoje wytrzymałeś.
Tak właśnie mogłoby to wyglądać.

Pozostaje Ci więc tylko odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jeszcze Ją chcesz. Już wiesz, że nie jest wcale taka wyjątkowa. Gdyby każdego faceta na tej stronie traktować poważnie, to ich wynurzenia o wyjątkowości ich byłych kobiet musiałyby być dowodem na to że w Polsce są same wyjątkowe kobiety - bo każdy facet - jak się okazuje - jakąś zna. Jeżeli więc to wyjątkowość jest normą, to przyjmijmy, że to standard i wszystkie są - ze swoją, rzekomą, całą cudowną wyjątkowością - najzupełniej zwyczajne. Ot, taka sobie norma. Rzeczpospolita Polska - Kraj Kobiet Wyjątkowych.

A jeżeli już Jej nie chcesz, to cóż... Wyrwij ją choćby po to, żeby rozjebać na kawałki gościa, który przez te parę miesięcy łudził się że wygrał... Tak dla treningu. Ale, ostatecznie - jak zawsze - to zależy tylko od Ciebie...

Pozdrawiam Serdecznie.                     

Odpowiedzi

to ja tak w ramach

to ja tak w ramach doskonalenia sie w wychodzeniu z beznadziejnych sytuacji;) niech moja bedzie poligonem dla kolejnych. troche tego jest, ale sadze ze jesli kogos interesuje ten teamt to chetnie przeczyta mojego posta;)

Gracjanie, wiesz, niby wszystko racja. Gorzej jesli para jest na odleglosc i ma byc w jednym miejscu i czasie za jakis czas...
Laske odzyskiwalem dwa razy.
za pierwszym razem mialem lat 19 (rzucielem jej sie na szyje i zaszeptalem " poczekaj, jeszcze nie teraz"). Po pol roku ponownego spotykania sie bylo tak jak wczesniej.
za drugim razem, rzucila mnie pierwszego dnia na wspolnych wakacjach,
przeczekalem nasze wspolne wakacje jako przyjaciel a po powrocie od razu zabralem sie za inna dziewczyne. Nie bylo nic lepszego, dziewczyna wrocila do mnie, mimo ze bardzo ja to bolalo (mnie tez, bo mozna grac twardziela, ale chyba kazdy oprocz chuja ma jeszcze serce a ibedac z inna dziewczyna ja zranilem)
rok pozniej...
ja we wrzesniu wyjechalem na studia do wielkiej Brytani. duzy wplyw na te decyzja miala ona, bowiem ona ma zaczac tutaj w tym samym miescie drugi kierunek studiow. Wiec ja przyjechalem rok wczesniej. Kontaktowalismy sie glownie mailami. dzwonilem. Jako mlody emigrant zwyczajnie nie moglem sobie pozwoolic jeszcze na laptopa i komunikowanie sie skypem. Ona w styczniu pojechala do Holandii na wymiane studnecka ktora koczny sie za dwa tygodnie.
Ogolny staz: 4 lata i 4 dni. w mailach zaczynalem byc coraz bardziej emocjonalny i rozklejajacy sie czujac co sie dzieje. Wiecie, wymiana studencka, dyskoteki, nowi znajomi, nowe miejsca, nowy kraj.Bylem pelny pretensji i wyrzutow. o wszystko. w pewnym moemencie wyznala mi ze spotyka sie z innym gosciem, ale jeszcze bylismy razem. nie robilem jej problemow bezposrednio o to, ale maile byly kurewsko dlugie i robilem problem z nich ze wszystkiego.

mialem odwiedzic ja tam na wymianie, sama nawet chciala (zanim spotkala tego palanta) sama rezerwowala mi bilet lotniczy.

koniec koncow, odmowilem odwiedzin w marcu i zaproponowalem spotkanie w kwietniu, gdyz uznalem ze mnie zle traktuje (bo chodzi na dyskoteki, bo odwiedza ja 5 brunetow, bo spotyka sie z holendrem, bo mnie nie szanuje, bo mam spac w hostelu a nie w jej pokoju- pytala nawet o to rodzicow czy moze mnie przenocowac u siebie w pokoju i uznala ze jej rodzice nie pozwalaja. a ma 23 lata...)
chcialem zeby tez ruszyla tylek i zebysmy spotkali sie w polowie drogi a nie ze ja wokol niej tancze i pzylatuje a ona mi sie z innymi chu....spotyka
e.g. Londyn
uznalem ze czuje sie zle traktowany i nie przyjezdzam.

no to mnie rzucila. dwa dni potem byla z obcokrajowcem ktory jest z miasta w ktorym aktualnie przebywa na wymianie.
tyle ze ona z tamtad wyjezdza za gora dwa tygodnie. Po rozstaniu kontaktu zadnego. rzucila mnie mailem. zjebalem bo nie wiedzac co sie tak naprawde dzieje, postanowilem porozmawiac z jej ojcem z ktorym mialem dobry kontakt. Szukalem tak naprawde info, co jest do cholery. 4 lata nie wypierniczysz na smietnik. mial zachowac rozmowe dla siebie, ale sie wygala jej, to ´po dwoch tygodnaich nie bycia w kontakcie zadzwonila i rozjebala mnie psychincznie do reszty. Nie widzielismy sie 7 miesiecy gdy zrywala. jesli sie wogole zobaczymy to bedzie to po roku nie widzenia sie i kilku miesiacach nie posiadania kontaktu mailowego.

nie jestesmy w tym samym miescie poki co. Wiem ze bedzie w tym samym kraju za trzy tygodnie w sasiednim miesicie. i chuj wi co robic. Szukac jej, milczec, tlumaczyc ze nie mialem na mysli tego co napisalem. Do bycia pizda to mi troche brakuje, ale w stosunku do niej to sam siebie wykastrowalem.
Bedzie w kraju gdzie jedyna osoba jaka zna jak na razie jestem ja. poki co jest z kims innym i nie owija w bawelne, ma mnie w dupie i jest daleko.

Jak probowac ratowac cos, co bylo LTR a stalo sie L distance R. Laska wie ze sie zmienilem i to sporo, ale ja to wogle nie obchodzi.
3 meichy bez kontaktu.

no spece, ciekawe co poradzicie na taka beznadzieje. Ryczec nie musze, wlasnie w moim lozku leza dwie sliczne skandynawskie pieknosci. Prawda jest taka ze kochalem tylko jedna dziewczyne, to byla wlasnie ta 4 letnia sympatia. mimo ze klocilismy sie o pierdoly (ona nie cierpiaca Polakow i polskosci, ja patriota, ona dziewczyna z duzego miasta uwielbiajajca sztuke i kulture, ja lesny czlowiek, harcerzyna z gitara....ale nie stronilem od jej zainteresowan, ona o moich nie chciala nawet sluchac. nigdy nie zagralem jej nawet na gitarze...).
po prostu zyga mna na dzien dzisiejszy i pierdoli sie z zagranicznym fiutem.

dodam ze ja mam 21 lat ona 23. znamy sie od liceum. bylem jej pierwszym facetem. uznala ze zawsze miala wiecej kolezanek niz kolegow, a teraz ma wiecej kolegow niz kolezanek, ma porownanie i wie czego chce od mezczyzny, ze wczesniej to nie wiedziala...
kochala, ale juz nie kocha (pierdolenie w bambus, potrzebuje bolca na miejscu zeby w towarzystwie szpanowac miec zapchana)

generalnie to byla bardzo dobra, piekna i inteligentna dziewczyna. Bardzo wredna przy okazji z dosc cietym i sarkastycznym poczuciem humou. Nie doceniala mnie jako faceta, bylem za dobry zzbyt miekki i ulegliwy.
jej nowy typ jest innego kraju, znaja sie 3 miechy, odmowila mu juz zostania do konca studiow w jego kraju, wiec raczej wraca do Polski, a potem jedzie do kraju w ktorym ja jestem.

jak dzialac chlopaki. panienka uwaza ze nie wyobraza sobie ze po tylu latach razem nie bedziemy sie przyjaznic. ale na razie mam jej dac spokoj (lets stay friends- ale takie ze raczej na serio niz nie na serio). wiecie to jest tak, ze nie widzisz tej drugiej strony, nie widzisz jej miny, nie wiesz co czuje, ona nie widzi mnie, wiec tracisz mozliwosci granía postura, flirtem...

Portret użytkownika BANE

I.    Nie jestem

I.    Nie jestem Gracjanem.
II.   Ona skontaktuje się z Tobą sama. Na pewno. Tu nie ma żadnych wątpliwości.
III.  Upływ czasu ma tu mniejsze znaczenie [wyolbrzymiasz jego wagę bo Ci na Niej zależy], bo u kobiety najważniejsze są emocje, a te kazać Jej będą zadbać od czasu do czasu o to, co kiedyś "należało" do Niej. Choćby po to, żeby - gdy nie wyjdzie Jej z nowym bolkiem - mieć Ciebie w rezerwie jako "tratwę ratunkową". To ulubiony układ każdej dziewczyny. Jednak, żeby to nastąpiło, po dłuższym czasie [u Ciebie - jak piszesz "kilka miesięcy" bez kontaktu] musisz być na miejscu. Musi wiedzieć, że jesteś niedaleko, a nie kurwa, na Antarktydzie. Dlatego, jeżeli już chcesz ją odzyskiwać [ja osobiście jestem przeciwnikiem odzyskiwania lasek, ale to Twoja sprawa] to musisz być geograficznie osiągalny. Bądźmy realistami - jak Ona może myśleć o Tobie, jeżeli wie że jesteś z definicji niedostępny tzn. za daleko - w czysto fizycznym sensie - by mogła cokolwiek rozważać. O tym dlaczego Ona nie pisze maili za chwilę.
IV.  NIE szukaj kontaktu, bo im dłużej się NIE kontaktujecie, tym szybciej Jej wspomnienia zbledną - wiem pewnie wydaje Ci się to straszne - a nie ma w takiej sytuacji nic lepszego - Twoja zmiana będzie dla Niej tym bardziej zaskakująca [przy jakimś spotkaniu, najlepiej przypadkowym lub z konieczności - nie wyszukuj sobie powodów by się z Nią zobaczyć] - siła kontrastu między tym co znała a tym co jest - jebnie Ją w łeb jak maczuga.
V.   Wybacz, ale to co opisujesz to był chuj a nie związek - maile?! Związek korespondencyjny?! Bez jaj. Jeżeli Jej takie coś pasowało, to znaczy, że POZWOLIŁEŚ by "kochała" Cię raczej, że tak to określę, letnią miłością.
VI.   Zaboli, ale chciałeś odpowiedzi - jeżeli przez długi czas byliście ze sobą tylko "na maila" - to, Bracie, zaczęła Cię jebać w rogi, dużo, duuużoo wcześniej. "Związek mailowy" był jej potrzebny tylko jako parawan dla tego by mogła Cię spokojnie przewalać. Tu też nie ma absolutnie żadnych wątpliwości. Zresztą Ty sam chyba zdajesz sobie z tego doskonale sprawę - tylko nie do końca chcesz to sam przed sobą przyznać i zaakceptować. Tak sądzę.
VII.  W takim jak to opisujesz "związku" - gdy ciągle Ty byłeś stroną inicjującą pojednania siłą rzeczy NAUCZYŁEŚ Ją, że wystarczy odczekać, byś uwierzył, że Ona już o Tobie zapomniała i przybiegł zapłakany. Teraz się więc nie dziw że Cię tak długo spokojnie olewa Mistrzu.
VIII. Mów o Niej wszędzie TYLKO dobrze, choć nie ukrywaj również przed znajomymi, że wiesz, że Cię przepierdalała i było Ci z tą świadomością źle - zaznaczaj jednak, że to już przeszłość i kwestia jest zamknięta - przez jakichś waszych wspólnych znajomych dojdzie do Niej nie tylko to jak bardzo się zmieniłeś, ale i to że wiesz, że mały z Niej kłamca - laski nie lubią jak były facet, z którym rozstawały się w miarę dobrych relacjach myśli o nich źle. Nie od razu, ale prędzej czy później zechce to wyjaśnić - w Twojej sytuacji minęło jeszcze za mało czasu by łatwo przyszło Jej to olać.
IX.   Jeszcze raz: NIE SZUKAJ KONTAKTU.
X.    Jeszcze raz: ONE ZAWSZE WRACAJĄ. Przede wszystkim dlatego, że każdy nowy związek na początku wydaje się lepszy niż ostatecznie wychodzi. Nigdy nie ma tak, że zawsze jest zajebiście, tak jak się Niuni na początku wydaje. Poza tym Jej chłoptaś zacznie popełniać błędy, jak tylko zaangażuje się bardziej. Jak przeważająca większość mężczyzn na pewnym etapie [mnie, oczywiście nie wyłączając - na blogu opisywałem wszystko]. Może nawet popełnia je od pierwszego dnia - ale na początku Niunia jest tym zachwycona - "bo taki On zazdrosny jest" - a to takie rozkoszne i znaczy że kocha przecież; "bo tak dużo kwiatków bez okazji daje" - a mój były to nie - dobrze, że spuściłam go w klopie; "bo tak komplementów dużo" - a ja tak lubię słuchać jak mu zależy i dlaczego itd., itp. I jest Jej zajebiście. Teraz. Zobaczymy kiedy pojawi się próchnica od tych słodkości i coś [kogoś] trzeba będzie wyrwać bez znieczulenia. Poza tym byłeś Jej pierwszym facetem - pierwsza [do tego jeszcze wieloletnia] miłość to największy koszmar każdego nowego faceta. Jak każdy były zresztą - w mniejszym lub większym stopniu.
Odpowiedz sobie na pytanie - czy naprawdę chcesz żebyście się zeszli? To zawsze wymaga czasu, silnej woli i mnóstwa zaangażowania. Samokontroli i kurewskiej dyscypliny mentalnej. Żadne wyjazdy zagraniczne nie wchodzą wtedy w grę. Musisz być na miejscu. Zastanów się nad tym. Moim zdaniem nie warto. Ale to zależy tylko od Ciebie.
Pozdrawiam serdecznie.

@kriz87, dodam jeszcze

@kriz87, dodam jeszcze (chociaż dodawanie po BANE to profanacja prawie ), że nawet jeśli się ponownie zejdziecie, nawet jeśli będzie ultra, mega, super, lux, torpeda wspaniale, to tego co się zdarzyło z pamięci nie wymażesz, tu nie ma opcji - "dodaj, usuń programy", lub komendy - "dysk C - formatuj". Jak to w życiu, prędzej czy później zdarzy się jakaś "zdań wymiana", mniejsza lub większa sprzeczka, a wtedy, kiedy grają emocje a rozum śpi, temat wypłynie i to w słowach różnych, czasem może zbyt ostrych. Naprawdę, wielu ludzi tutaj mówi to jakże często - nie warto wracać do byłych, lepiej ten rozdział zamknąć, niż czasami w nowym/starym związku zadawać sobie pytanie - czy znowu wali mnie w rogi, czy tylko autobus się spóźnia....

Portret użytkownika BANE

"(...) czy znowu wali mnie w

"(...) czy znowu wali mnie w rogi, czy tylko autobus się spóźnia..." - zajebiste zestawienie. Dobry tekst.

Portret użytkownika knokkelmann1

zadaję sobie pytanie dlaczego

zadaję sobie pytanie dlaczego Gen jak zwykle ma rację. To nieludzkie, ta jego ocena sytuacji, ale niestety prawdziwe do bólu. Wkurwiają mnie jego opinie na ten czy inny temat (z moimi włącznie) bo są nie po mojej myśli, bo ja przecież wiem lepiej ale zawsze muszę w końcu Mu przyznać rację. Bo ten chłop rację ma w 100%. Ostatni ze starego, dobrego mobilklasik.info co jeszcze się ostał!! Twoje zdrowie Gen!Jest pite.

Święte słowa! Dzięki Ci za

Święte słowa! Dzięki Ci za nie, choć oczywiście nie są do końca po mojej myśli, ale dają "po pysku" i znów wraca świadomość, że powroty nie mają sensu. Co z tego, że dziewczyna się super dla Ciebie zmieni na lepsze, jak zawsze w głowie będzie to, że dawała innemu, jacyś przypadkowi kolesie macali ją na imprezach itp... Tego się nie da zapomnieć, wyrzucić z głowy. I znowu się zaczną kłótnie kiedy tylko raczy się o tym wspomnieć Smile
Dzięki temu wpisowi (oczywiście nie tylko ) zaczynam nowe życie. Jeszcze mi moja skubana była po głowie chodzi, ale na szczęście coraz mniej Smile

Dzieki Bane, sorki za pomylke

Dzieki Bane, sorki za pomylke z Gracjanem.

wiec Laseczka za dwa tygodnie bedzie 30 km odemnie, a za dwa miechy w tym samym miescie.

huj wi jak sie jej potoczy z obcokrajowcem, moze zakochac sie tak mocno ze zostanie w kraju do ktorego pojechala na wymiane.

tak, kontakt byl mailowo-telefoniczny od polowy sierpnia, i ja dalem dupy nie odwiedzajac jej, ale: 1. nie mialem jak 2. ona ma powazne plany co kraju w ktorym jestem (prkatyki i studia) wiec o to ze tu bedzie, wiem od jej Ojca.

Dzieki, Pewnosc ze to ona sie pierwsza odezwie troche dodaje mi skrzydel:) 

czy chce zebysmy sie zeszli:
- Laska uwaza ze jej najwiekszym bledem w zyciu bylo to ze do mnie wrocila, znajomym opowiada zezwyczajnie do siebie nie pasowalismy, a teraz jest zakcohana i szczesliwa. prawda jest ze zdarzalo jej sie wkurzac- tyle ze to byla czestotliwosc taka normalna...taka zwykla..raz na miesiac jakies niedogadanie. raz na tydzien czasami i to jeszcze mailowo. na miejscu w Polsce czasami tez. dziewczyna jest po prostu wrazliwa i nerwowa. potrzebuje goscia przy ktorym moze sie wyciszyc. Nie wierzy ze to moge byc ja.

Ja pogloady na wiele rzeczy zmodyfikowalem zanim mnie rzucila, wiec sprzeczek na temat ogolnospiatopogladowych miec nie mielibysmy,
jestem duzo spokojniejszy, mam mniej stresów niz w Polsce, zyje mi sie spokojnie i dobrze, jestem innym gosciem. Dlatego wiem ze jesli wroci, to bedziemy szczesliwi jak ja pierdole.
tyle ze ona deklaruje pewnosc ze nigdy do mnie nie wroci i ze juz wie jakich cech szuka u mezczyzn.
to tak odpowiadajac na pytania i doprecyzujac sytuacje.
dziekuje Bene za odpowiedz i cierpliwosc w czytaniu przedlugiego posta Wink

jesli masz jakies patenty na to co zagadac jak zobacze ja po np; kilkumiesiecznym niewidzeniu sie, to daj znac Wink przyda sie na pewno. Dziewczyna jest ambitna i bedzie chciala zaczac studia tutaj na pewno.

Pozdrawiam

wiesz BANE, często "byłe" w

wiesz BANE, często "byłe" w takich sytuacjach myślą  jeszcze tak - "cholera, z kim on się spotykał, dla jakiej innej tak się zmienił, dlaczego nic o tym nie wiem", tak jak gdyby fakt zmiany dla własnego siebie, poprawy własnego ja przechodził ich zdolności percepcji. Nie, to niemożliwe, MUSIAŁ to zrobić dla innej, i jej "nowy" ma już przejebane, bo będzie go zmieniać tak, aby był podobny do Ciebie. Zazdrość to potężny oręż., a zazdrość o siebie samego, własną pozycję w związku, choćby "byłym" to prawie paranoja. No i słusznie podkreślasz dwie rzeczy: Robimy to dla SIEBIE i tylko dla  SIEBIE, a czas  gra dla nas, więc go wykorzystujmy.A pióro, to masz "rewelka"

Portret użytkownika stanley

Bardzo dobry tekst, w 100%

Bardzo dobry tekst, w 100% zgadzam się z tym co napisałeś.

Jak zwykle dobry tekst, a do

Jak zwykle dobry tekst, a do tego iście zaskakująca końcówka.

Ale można się zastanowić i lekko odwrócić to myślenie, spojrzeć z nieco innej perspektywy, mianowicie rozważyć powrót względem szacunku do samego siebie. Nie ważne jakie błędy się popełniło, jakie były jej czy swoje, lecz rzecz się rozbija o to, że każdy facet wracający do byłej bez względu po jakim czasie, czy to po pół roku czy dłuższym daje jej świadectwo swojej uległości, swojej słabości, wreszcie cieńkiej nici poszanowania własnej osoby, własnego ja, która została nadszarpnięta-przez kogo-przez nią rzecz jasna. I powrót tam, jeśli ktoś jeszcze tego  chce, gdzie ołtarz został dawno zbeszczeszczony, to pakowanie własnej świadomości w kolejną obciążoną ciężkim brzemieniem ułudę. A kobiet nie brakuje i wśród nich znajdą się o wiele lepsze, po co więc tracić część siebie, i giąć swoje wewnętrzne JA.

Portret użytkownika BANE

Nie pisałem o powrocie.

Nie pisałem o powrocie. Przynajmniej nie w sensie ścisłym. Pisałem o odzyskaniu dziewczyny, po to by rozbić jej wewnętrzne przekonanie o tym że wygrała i jesteś dla Niej nikim, o sytuacji, w której jeżeli w ogóle czymś w Jej oczach jesteś to historią, ale na pewno nie jesteś wartym uwagi facetem - w sytuacji gdy bardzo się na początku załamałeś, popełniłeś mnóstwo błędów w długim okresie czasu itd., itp. Poza tym nie tyle odzyskanie byłej daje satysfakcję - kobiety są po to by je zdobywać, ale naprawdę bezcenny jest raczej wyraz twarzy gościa, który będąc pewnym, że laska jest jego, a były to tylko pył zamierzchłej przeszłości, widzi jak w jednej sekundzie przegrał i w bezsilnej złości obserwuje, jak jego dziewczyna emocjonalnie dryfuje w stronę tego, który już się przecież nie liczył, pogrzebany gruzem - jak sądził - na zawsze.
Pozdrawiam. 

tak, tylko ja nie chce jej

tak, tylko ja nie chce jej odzyskiwac by kogos niszczyc. ja chce ja odzyskac, bo zwyczajnie chce jej dac to co najlepsze na swiecie (troske opieke ble ble ble no i mojego chuja xD)

Portret użytkownika BANE

Opisałem metodę. Jak ją

Opisałem metodę. Jak ją wykorzystasz to Twoja sprawa. Ja po prostu nakreśliłem - moim zdaniem - jej najlepsze zastosowanie.

Bane... Jak bym czytał o

Bane... Jak bym czytał o sobie, teraz wydaje mi się to takie oczywiste... dodam że jestem kolesiem, którego zostawiała dziewczyna dla swojego byłego... w sumie to nie było nic zobowiązującego ale i tak się bardzo zdziwiłem, że tak szybko do niego wróciła!! wszystko szło jak w zegarku a nagle dupa..

juz raczej nie będę próbował jej odzyskać, bo jak można chcieć odzyskać kobietę która z dna na dzień Ciebie porzuciał i pobiegła do tego znienawidzonego faceta??!!
dalej nie rozumiem kobiet, ale dzięki tym doświadczeniom jestem na pewno bliżej celu..

lubię czytać BANE jak piszesz Smile

Witaj w klubie po roku i 3

Witaj w klubie Wink po roku i 3 miesiącach mnie też z dnia na dzień baba zostawiła i wróciła do byłego Wink (zostawiła mnie przez telefon) ale z tego co wiem to trzymała go cały ten czas na smyczy Wink a On biedny czekał i się doczekał.

Ja na bank nie mam zamiaru o nią walczyć, mnie to dziś śmieszy jak mnie wypytywała dwa tyg. przed rozstaniem o zaręczyny, chciała ślub w przyszłym roku Wink później dzwoni - chyba nie pasujemy do siebie, a następnego dnia jest już z EX Smile
A my już nie tacy młodzi bo prawie po 30 lat Wink

Więc dziecinada, dobrze że mnie pogoniła. Przynajmniej oczy mi otworzyła.

ja znam dłuższy staż

ja znam dłuższy staż pocieszyciela, bo 1 rok i 6 miesięcy. i teraz tylko kiwnąć palcem wystarczy, żeby laska na powrót przybiegła Laughing out loud

laski są jednak wszystkie takie same Laughing out loud wszystkie dziiiiwne Laughing out loud emocje same nimi targają Laughing out loud

Dokładnie targają nimi

Dokładnie Wink targają nimi emocje Wink odchodząc od EXa zmieszała go z błotem, tak go zmęczyła psychicznie że sama wymusiła na nim słowa "to koniec" Wink i poleciała do mnie Wink nie raz były sytuacje że robiła mi lodzika a tu dzwoni Ex Wink wyciszała telefon i dalej do roboty Wink u mnie się wszystko zmieniło w miesiąc, ale to długa historia Wink mam nauczkę bo dla niej zrezygnowałem z fajnej babki Wink
A tak szczerze to myślałem aby się z nią ustatkować Wink namieszała mi w głowie tymi zaręczynami, ślubem (parła na to bardzo mocno) popuściłem jej za bardzo, haha i teraz chodzi z "pieskiem" na smyczy.
Trudno się mówi, żyje się dalej Wink

Pewnie byłeś jej dobrym

Pewnie byłeś jej dobrym kolegą o którym zawsze myślała jako o ewentualnej alternatywie i zdarzyło Ci się pocałować ją kiedyś po drnie Smile To chyba też nie wydarzyło się tak odrazu, pewnie podchody trwaly chwile ?Smile
Możesz opowiedziec, aby inni nie popełnili tego samego błedu z dziewczyną do ustatkowania się ?Wink

Ale rozbicie jej wewnętrznego

Ale rozbicie jej wewnętrznego przekonania przyznam - to niebywale skomplikowana i owocna w emocjonalne roztrzęsienie kobiety intryga, tylko zawsze ta chwila bezcenna, a do tego satysfakcja wymaga ukłonu w jej stronę- nawet jeśli będzie to ukłon podszyty sarkastyczną chęcia podbudowania samego siebie i udowodnienia jej, że nadal mocno tkwi się w jej pokładach świadomości.  Bo żeby wejść ponownie w jej emocje trzeba chociażby się pojawić w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie  a ponadto dać pewien upust swoim emocjom. Pomysł BANE przyznam piekielny;)

Co do powrotu to moja wypowiedź oscylowła głownie wokół powrotu mentalnego do niej, a nie ściśle rozpoczęcia realnej drogi, dlatego wpakowałem w to szacunek do samego siebie, jako pewną kotwicę każdego człowieka, choć z tą bywa różnie..

Pozdro

BANE super rady ! !

BANE super rady ! ! !
Proponuję wstawić na strone główną Smile

Portret użytkownika pandy

Zgadzam sie z  tymi zasadami

Zgadzam sie z  tymi zasadami Bane. Masz racje. Szkoda, ze nie ma szansy na takie przypadkowe spotkania w mojej sytuacji (odleglosc 500km) miedzy naszymi "swiatami."  Jestem ciekaw co zrobilbys/scie w takiej sytuacji kiedy nie masz szans pokazac sie z innej strony?

A co do tytulu tego tematu to...

Ja nie odzywam sie od jej ostatniego znaku na nie czyli listu przez net. Minal ponad miesiac , zero dzwonienia itp. z mojej strony. Z jej strony tez cisza, ...choc na urodz. napisala proste zycz. na n.k. (nie odpisalem)  i teraz gwozdz programu:  kilka dni temu ktos zadzwonil na domowy, podnioslem sluchawke i wydaje mi sie ze to ona, ((nikt nie wie, ze po rozstaniu jestem w RP w rodzinnych stronach) bo ktos czekal bym sie odezwal - gdy to zrobilem , uslyszalem glos kobiecy (wydaje mi sie ze ona, na 90% choc nie chce tak myslec)  Jednak zaraz jak odpowiedziala niby wesolo: - Dzienboobry! - ja odlozylem sluchawke bez slowa.                             Nawet nie bylem gotowy na taka rozmowe i zamurowalo mnie. Ochoty tez nie mialem, bo wiele we mnie zlosci. Zreszta nie jestem na 100% pewny czy to ona choc wszystko wskazuje ze tak. Teraz staram sie odbudowac - zbieram sie do wyjazdu na dluzej... Daleko od tego wszystkiego.           Moze tez od siebie - siebie rannego ale kurujacego sie. Jak ranne zwierze w kyjówce wylizuje rany, tak i ja chce uczynic - bo na nic nie czekam. W koncu jesli to nawet ona dzwonila - odlozylem sluchawke...

Portret użytkownika stanley

W moim przypadku było

W moim przypadku było podobnie odległość ok 300km. Szanse na przypadkowe spotkanie moim zdaniem są zerowe. Stosowałem się do zasad, efekt jest taki, że nie miałem z nią kontaktu od grudnia, wysyłałem jej tylko życzenia na dzień kobiet i urodziny na które nawet nie odpisała. Stosowanie się do zasad - co mi dało? tyle, że "wyzdrowiałem" już od niej co dla mnie jest dużo więcej warte niż gdybym miał za nią biegać i próbować jeszcze raz. Było i minęło - teraz jedyna rzecz jaka zaprząta mi głowę, tylko realizacja moich planów i marzeń. Jeden z bardzo długo oczekiwanych planów może uda mi się zrealizować w przyszłym miesiącu.

Pandy, tego do końca się nie

Pandy, tego do końca się nie wie, świat mały jest, a życie to różne scenariusze pisze. Zdarzyło mi się również to co wielu tym co tu trafili. Fakt, że było to wtedy, kiedy internet nie był czymś tak oczywistym jak teraz, ale reszta była według schematu - cudnie, pięknie, normalnie, kop w dupę i tyle, czyli standard. Wiadomo, potem te wszystkie etapy autodestrukcji i degrengolady, które przejść trzeba jak choroby wieku dziecięcego. I wyobraź sobie, że po 8 latach (sic) niewidzenia się dosłownie wpadamy na siebie w drzwiach banku. Kurwa, zmieszanie totalne, w pierwszej chwili, to nie wiesz co zrobić, tak zaskoczony byłem. A ona, uśmiech, hasło "dobrze wyglądasz" (a to ja powinienem tak słodzić ), jednym słowem jak by nic się nie stało. Potem wiadomo, kawa, rozmowa, ona od 3 lat mężatka podobno szczęśliwa, tylko po cholerę te wstawki - "że mojego męża to bym nie zdradziła" i to spojrzenie, które kiedyś tak lubiłem i które czyniło mnie miękkim jak Tuska spotkanie ze związkowcami. Chodzi o to, że nie ma sensu zakładać tego, że "nie ma szansy" i olać wszystko, bo trochę niespodzianek to w życiu nas jeszcze czeka.....

Ej i co? jak bylo dalej?

Ej i co? jak bylo dalej? podrywasz mezatke? xD

to ponowne spotkanie miało

to ponowne spotkanie miało miejsce parę lat temu, i wiesz mimo wyraźnych sygnałów z jej strony skończyło się na paru kawach, sporej ilości telefonów z jej strony, ale ja nie chciałem wracać do czasów słusznie minionych, i nie o ustrój tu chodzi. Po pierwsze nie po to odchorowałem to rozstanie, pomyślnie przeszedłem rekonwalescencję, aby kiedy się wyprostowałem - pakować się ponownie w taki związek, a po drugie i najdziwniejsze - owszem kobieta zadbana do bólu, fura, ciuchy itd. ale mi już przeszło, nie rajcowała tak jak kiedyś. A przespać się z nią dla jej kaprysu i walnąć rogi komuś kogo nie znam i który nic mi nie zrobił, tak bez sensu trochę........ bo Niuni 3 lata po ślubie zdrady się zachciało....

wiesz, troche bym nie przezyl

wiesz, troche bym nie przezyl faktu, ze kobieta po 4 latach odeszla odemnie po to by  po 3 miechach z nowym facetem sie hajtnac;)

Gen, chodzi o to kurewskie czekanie. Ona bedzie tu gdzie ja nie pozniej niz 2 miesiace. No i po 3 miechach znajomosci zaden faet (nowy) nie rzuci swojego miejsca zamieszkania i calego zycia dla kobiety i nie pojedzie za nia! (chyba ze jest niepowazny, albo sie zakochal, a jak sie zakochal to jest skonczony, bo bedzie nim grac).

- spieprzylem w jej urodziny, jak juz miala nowego wyslalem zyczenia na odwal mailem (bez ODP), ale chyba nic lepszego nie wypadalo zrobic, jak zlac.
-  probowalem pokazac ze sie zmienilem, gdyz nie widziala mnie 6 miechów- wiec o zmianach juz wie.Tyle ze nie widziala mnie.
- probowalem sie kontaktowac z nia/ rodzina/ znajomymi
tak do 3 tygodni od kiedy mnie rzucila.
teraz cisza. Cieszy sie nowym facetem...3 miesiace
za tydzien podejma deczyje czy gosc jedzie z nia do Polski (konczy sie wymian studencka), czy jedzie potem z nia do U.K gdzie czekalem na nia.
heh i co teraz...? goscianka tutaj bedzie...w tym samym miejscu...
Mowicie, sama sie skontaktuje. I co kurde wtedy...?
Piszesz Gen nigdy nic nie wiadomo...chodzi o to ze kobiety sobie wpieraja do glowy rzeczywistosc i wyobrazenia, ze latwiej jest sobie wmowic, 'rzucilam go bo nie pasowalismy do siebie' niz 'zdradzilam go bo nie widzialam go pol roku, a na miejscu byl taki zajebisty 'tutejszy' gosc.
Pozdrawiam,

To, że za jakiś czas będzie z

To, że za jakiś czas będzie z tym przydupasem tam gdzie Ty, to jeśli dobrze pograsz - na Twoją korzyść wyjść może. Będzie mogła skonfrontować Ciebie i jego - w myślach oczywiście, i za jakiś czas. Bo teraz to ona jest na etapie zachłyśnięcia nowym związkiem, jest jeszcze super, ale jak pisał BANE, proza życia ich dogoni i nie będzie tak różowo jak na początku. Tylko Ty nie zachowuj się jak "z krzyża zdjęty", jak obraz cierpień wszelakich, bądź sobą, tyle że tym - nowym sobą, a najlepiej poszukaj czegoś fajnego i najważniejsze - nowego....

masz na mysli pasje, czy

masz na mysli pasje, czy kobiete? Smile

albo jedno, albo drugie, albo

albo jedno, albo drugie, albo obydwie rzeczy, tu już do wyboru przez Ciebie

Portret użytkownika pandy

...no tak, Panowie, niby nie

...no tak, Panowie, niby nie czekamy, probujemy cos ze soba robic. Ja bylem osobiscie zaskoczony. Ale kiedy po dluzszej przerwie, ktoras ze stron (ona) sie odzywa, tracimy zimna krew i znowu zaczynamy naiwnie myslec, ze moze ona zrozumiala swoje bledy lub swinstwa (zalezy od osob. przypadku) moze dotarlo do niej co sie stalo?...                                                               Otoz nie. Najbardziej optymistyczny wariant - to ten, ze chce pokazac ze nie jest taka zla na jaka wyszla (zalezy od osob. przyp.) i chciala sie tylko dowiedziec co u Ciebie. Maja tupet... Wiec mysle dobrze zrobilem ze nie podjalem rozmowy, moj "żelbet" jeszcze nie zastygl na tyle by mozna bylo na nim "zatanczyc" z nią kolejną byc moze jej gierkę...    wiec cierpliwosci i spokoju zycze. Pandy