mobilklasik
Witryna poświęcona jest wróżby online
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Jeśli czegoś pragniesz, nie bój się po to sięgnąć i walczyć

Może nie wszystkim spodoba się, że jako kobieta prowadzę tutaj blog, ale chciałam podzielić się paroma spostrzeżeniami. Zainspirował mnie Yami, z którym w pełni się zgadzam. Może trafi tutaj jakaś zbłąkana kobieta i uda mi się ją zachęcić do działania. A może jakiś facet nabierze wiatru w żagle, czytając ten wpis.

Wiele osób ma problem ze zrobieniem pierwszego, drugiego i kolejnego kroku w relacji damsko-męskiej. Facetom jest trochę łatwiej, bo jednak wychowuje się ich na zdobywców. Kobietom dużo trudniej, bo wszystkie "Cosmopolitany" i poradniki zachęcają do grania niedostępnej oraz uprawiania gierek. Sama w to trochę wpadłam i żałuję, ale myślę, że każdą rzecz da się naprawić. Opiszę Wam historię mojej ostatniej znajomości. Czasem zachowywałam się jak czytelniczka "Zołzy", czasem jak "Cosmopolitana", kiedy indziej niepotrzebnie nakręcałam się wraz z przyjaciółkami. Najwięcej dały mi jednak rozmowy z moimi kolegami. To ich rady były najbardziej wartościowe. Odkąd zaczęłam z nimi szczerze rozmawiać, stosować się do nich, to relacja zaczęła iść mocno do przodu.

Po kolei, chciałabym odnieść się do wpisu Yamiego i przy okazji własnego doświadczenia. W pełni podzielam jego pogląd, że nie należy się zrażać i bać, bo można stracić szansę na fajną relację. O wartościową znajomość musimy walczyć. Ja wychodzę z założenia, że lepiej żałować tego, co się zrobiło, niż tego, że zabrakło nam odwagi. Lepiej wykorzystać całą swoją artylerię, aby nie żałować potem, że można było zrobić coś więcej. Myślę, że to, co napisał Yami, powinniśmy odnieść do obydwu płci. Jestem przeciwniczką koncepcji, że to mężczyzna ma walczyć i zabiegać o kobietę. Owszem, to niezwykle przyjemna perspektywa, ale faceci bywają różni. Odważni i pewni siebie oraz nieśmiali. Ci ostatni mogą wydawać się początkowo ciapowaci, ale z czasem może wyjść z nich prawdziwy skarb.

Zacznijmy od tego, że nie wiem, w którą stronę zmierza moja relacja z facetem, ale jednego jestem pewna, nie mam czego żałować. No może za wyjątkiem paru rzeczy, których nie zrobiłam w porę.

Cofnijmy się w czasie do końca kwietnia zeszłego roku. Wtedy po raz pierwszy na niego wpadłam pod swoim blogiem. Od razu mi się spodobał. Przystojny, ciemnooki brunet z zarostem, jak mówi moja przyjaciółka: typ a la Rui Patricio. Już wtedy bardzo wpadł mi w oko. Tak bardzo, że gapiłam się na niego, aż w końcu odjechał. On także patrzył się na mnie, ale nie podszedł. Potem zadzwoniłam do przyjaciółki i oznajmiłam jej, że właśnie spotkałam prawdziwe bóstwo i to bóstwo mieszka obok mnie. Potem spotykałam go kilkukrotnie. Starałam się przykuć jego uwagę, nawet mi to wychodziło, zawsze patrzył się na mnie, raz nawet pokazał mnie swojemu współlokatorowi. Niestety, nie zagadywał, a ja wychowana w przeświadczeniu, że facet jest zdobywcą, także milczałam.

Nadszedł ten dzień. On wyprowadzał się z mojej ulicy. Już z daleka zaczęłam się na niego patrzeć i uśmiechać. Trwałam tak dobre 5 minut, on cały czas nie odrywał ode mnie oczu, ale nie zagadywał. Potem stanęłam na trawniku nieopodal parkingu. Miałam psa na smyczy, więc korzystałam z pretekstu. Cały czas się gapiłam, bawiłam wisiorkiem, włosami, a on dalej nic, tylko się patrzył. Wynosił po jednej parze butów, zamiast zabrać kilka par jednocześnie, ale milczał jak zaklęty. W końcu po jakichś 2 godzinach odjechał. A ja zaczęłam żałować własnej głupoty. W końcu kto powiedział, że to facet musi zagadać. Mogłam się do niego odezwać. Nawet jakbym się zbłaźniła, to nic nie traciłam. W końcu on się wyprowadził. Nie upłynęło 5 minut, a ja przystąpiłam do działania. Trochę późno, ale dobrze, że w ogóle się odważyłam. On mieszkał w klatce z mamą mojej przyjaciółki. Podeszłam do niej i zapytałam, co wie na jego temat. W ten oto sposób poznałam jego imię i nazwisko. Ona kiedyś odbierała za niego paczkę. Zaczęłam szperać na Facebooku, dowiedziałam się, co studiuje i na którym jest roku. Potem przez tydzień chodziłam pod jego wydział, ale go nie spotkałam. W weekend poszłam na koncert, na którym bawiło się pół miasta. Liczyłam, że na niego wpadnę. Niestety, tak się nie stało. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Koleżanka wpadła po uszy na widok jakiegoś kolesia z koncertu. Powiedziała, że napisze do niego na Spotted. I nagle mnie olśniło, przypomniałam sobie, że on ma tę stronę w polubionych. Po powrocie do domu sama go pozdrowiłam. Nie chciałam pisać na Facebooku wprost, bo nie wiedziałam, czy nie uzna mnie za stalkerkę. On się odezwał i okazało się, że widział moje zabiegi, ale się wstydził zagadać.

Umówiliśmy się na spotkanie, które było bardzo udane, ale on zamilkł, choć wcześniej umówił się na dwa spotkania w jednym tygodniu. Przyjaciółki grzmiały: nie pisz pierwsza, bo wyjdziesz na desperatkę. To on ma zapytać, czy spotkanie aktualne. Nie bądź jak ogon, który lata za psem. No więc nie pisałam, a potem się wściekałam, że do drugiego spotkania nie doszło. W końcu porozmawiałam z kumplem, opowiedziałam mu o wszystkim, a on stwierdził, że dawałam za mało znaków zainteresowania plus nie wykazałam zainteresowania, czy drugie spotkanie jest aktualne. Poradził, żebym się do niego odezwała. Zrobiłam to. Początkowo on był nastawiony sceptycznie, ale los mi sprzyjał. Kumpela pokłóciła się z facetem i postanowiła wyskoczyć na zakupy, na które chętnie pognałam wraz z nią. Wracałam z pracy okrężną drogą, przez co wpadłam na niego. Jego zachowanie na żywo było zupełnie inne niż przez internet. Wyraźnie się ucieszył, że mnie widzi, chociaż starał się zachować szorstkość. Później były kolejne spotkania, bardzo udane.

Wiecie, gdzie popełniłam błąd? Owszem, po tamtej akcji odzywałam się pierwsza, pisałam, ale zbyt po koleżeńsku. Nie dawałam żadnych jawnych sygnałów zainteresowania poza tym, że lubię sobie z nim pogadać. Myślałam, że skoro do niego piszę pierwsza i zaproponowałam spotkanie raz czy drugi, to sprawa jest oczywista. Dopiero z czasem zrozumiałam, że po takich wiadomościach sama nie wiedziałam, co myśleć. Można być pewnym tylko jednego: druga strona nas lubi, ale czy czuje coś więcej?

Może nie byłam sztywna, bo taka nie jestem, ale bardzo zachowawcza. W ogóle nie mówiłam mu komplementów, nie dążyłam do kontaktu fizycznego, nie rzucałam dwuznacznych tekstów, na każdym kroku podkreślałam, że nie czuję się samotna, bo mam mnóstwo przyjaciół. A wszystko to po to, by on nie zauważył, że mi zależy i nie kopnął mnie w tyłek. W końcu to facet ma zabiegać o kobietę, a ona powinna udawać niedostępną.

Coś jednak w końcu we mnie pękło. Tak bardzo chciałam, żeby mnie pocałował. Ubrałam się tak, jak sugerował, powiedziałam mu, że potrafi się świetnie ubrać i ma dobry gust. No i wszystko zaczęło w końcu iść do przodu. Gdy mnie obejmował pod blokiem, stwierdziłam, że raz kozie śmierć, pocałuję go w policzek, może załapie, że chcę całusa w usta. No i załapał.

Potem nastąpiła złowroga cisza. Tym razem jednak stwierdziłam, że mam gdzieś konwenanse i sama się odezwę. Zadziałało. Na drugi dzień on zaproponował romantyczny spacer w parku, w którym byliśmy na pierwszej randce, ale mnie nie całował i nie trzymał za rękę. Potem zaprosił mnie do siebie, wtedy akurat mi to nie pasowało i nie spodobał mi się styl, w jakim złożył tę propozycję. Aby jednak nie uznał, że go olewam, za jakiś czas sama do niego napisałam tak ogólnie. Nazajutrz odwdzięczył mi się miłą wiadomością i zaprosił do siebie. Tym razem skorzystałam. Było przyjemnie i być może zostałam sklasyfikowana jako przeleciółka, ale mam to gdzieś. Nie będę tego żałowała, bo w końcu było przyjemnie.

Teraz to on unika tematu seksu, podczas gdy ja do niego dążę. Może nadeszła pora, aby się odważyć i dać mu do zrozumienia, że jest dla mnie kimś więcej. W końcu nic nie stracę. Od kilku dni unika tematu seksu, nie reaguje na moje zaczepki, zatem przyjaciółmi z benefitami nie zostaniemy. Po coś jednak podtrzymuje kontakt i jest miły. Skoro nie o seks mu chodzi, jaki miałby w tym interes?

Skoro do tej pory nie wydawał się specjalnie śmiały - pomimo zachęcających gestów nie zagadał do mnie pierwszy. Po pierwszej randce nie umiał się odezwać. Zanim mnie pocałował, minęły wieki, to może pomimo pozornej pewności siebie w pracy i życiu codziennym, w kontaktach z kobietami wcale nie jest taki odważny?

Ktoś kiedyś powiedział, że najbardziej szczerzy są ludzie pijani oraz ci, którzy chwilowo się nie kontrolują. Gdy on się trochę napił, nasze rozmowy zawsze były ciut bardziej romantyczne. A nasz seks z pewnością nie był taki zwyczajny. Myślę, że mało któremu zaliczaczowi, tudzież miłośnikowi układu ff, chciałoby się tworzyć romantyczną atmosferę od poranku, przyjeżdżać po kobietę, a potem spędzać kilka godzin na pogaduchach, rozdrapując skórę na rękach, zanim przytuliło się kobietę w swojej sypialni. Potem gładzić ją przez kolejną godzinę, następnie urządzić godzinną grę wstępną, przejść do rzeczy cały czas ją całując i mówiąc w trakcie: podnieś swoją pupeczkę, a potem nie wypuszczać jej z objęć przez całą noc, nawet głęboko śpiąc. Mało który zaliczacz byłby też zainteresowany, czy kobieta się wyspała, było jej przyjemnie, ciepło i wygodnie. Mało który zaliczacz zostawiałby sobie po niej pamiątkę - jakąś część garderoby, a potem odwoził do domu i całował w policzek na pożegnanie, rumieniąc się przy tym.

Intuicja podpowiada mi, że w tej relacji nie chodzi tylko o seks. Do tej pory dobrze mi podpowiadała, ale ja nie zawsze jej słuchałam. Od początku on wydawał mi się nieśmiały i zainteresowany, ale nie zagadałam, gdy miałam ku temu okazję. Wydawało mi się też, że uznał pierwszą randkę za udaną, skoro tego wieczoru zrobił sobie zdjęcie i wstawił je na Facebooku jako profilowe, a jego koleżanki przez przypadek wysyłały mi zaproszenia do znajomych i komentowały zdjęcie w taki sposób, który ewidentnie wskazywał na to, że wiedziały o spotkaniu. Mimo to nie odezwałam się z zapytaniem, co z drugą randką, na którą umówił się hurtem od razu. Wolałam tkwić w konwenansach i słuchać koleżanek, które mówiły, że to facet ma się starać, bo wyjdę na łatwą, tudzież desperatkę. Gdy wracaliśmy z urodzin jego przyjaciółki, czułam wyraźnie, że nie bez powodu się o mnie ociera, ale zamiast złapać go za rękę, jakoś delikatnie pogładzić, wolałam poczekać, aż on to zrobi. A po pierwszej wspólnej nocy zabrakło mi odwagi, że powiedzieć mu wprost, że nasz seks był cudowny i chcę to kiedyś powtórzyć. Zamiast tego wolałam się skradać, pytając: jak minął czas w pracy, co z twoim samochodem. Gdy widziałam, że jest niepewny i nieśmiało zagaduje, wolałam słuchać przyjaciółki, która twierdziła, że jemu w ogóle nie zależy i rzuca mi ochłapy. W końcu jednak skorzystałam ze swojej intuicji i zczaiłam się, że buźka wysłana w środku dnia nie oznacza ochłapów, ale nieśmiałe nawiązywanie rozmowy.

Powoli utwierdzam się w przekonaniu, że trzeba zebrać się na odwagę i powiedzieć mu wprost, że jest pierwszym facetem, w którym naprawdę się zakochałam. Chyba po raz pierwszy w życiu jestem gotowa na związek. Tym razem intuicja podpowiada mi wyraźnie, że on ma mętlik w głowie. Najpierw nie wiedział, czy mi się podobała nasza wspólna noc, potem zaczęłam zachowywać się jak kotka w rui. On w rezultacie może być przekonany, że dla mnie jest tylko chwilową zabawką, kaprysem i dostarczycielem erotycznych wrażeń. Tym bardziej, że jest ode mnie młodszy.

Skoro pragnę z nim być, powinnam na chwilę porzucić strach i o niego zawalczyć. W końcu mamy równouprawnienie i to nie tylko wtedy, gdy możemy dostać taką samą pensję za taką samą pracę. Równouprawnienie to także sytuacja, w której to kobieta walczy o faceta, na którym jej zależy. W końcu nie ma w tym nic złego. Korona mi z głowy nie spadnie, najwyżej dowiem się, że on nie jest zainteresowany i przestanę się męczyć.

Podsumowując, zachęcam ludzi płci obojga, aby nie bali się walczyć, zwłaszcza gdy intuicja podpowiada im, że z tej mąki może być chleb. Tak naprawdę rzadko nasze przeczucia okazują się chybione. U mnie do tej pory zawsze się sprawdzały, co nie oznacza, że teraz mam w sobie mnóstwo odwagi, by doprowadzić sprawę do końca. Niemniej znajdę ją w sobie, bo czuję, ze naprawdę warto.

Odpowiedzi

Wniosły i pozytywny przez

Wniosły i pozytywny przez bloga, na plus ale musisz popracować nad formą. Za bardzo lejesz wodę, co 10 zdań tekst że jest nieśmiały i o teksty o tym jak to trzeba walczyć. Można było skrócić ten tekst o połowę a przekaz zostałby zachowany a tak to czyta się to i czyta i ma się wrażenie że czyta się dany fragment kilka razy w różnych miejscach tylko za każdym razem jest opisany innymi słowami. Popracuj nad optymalizacją.

Przystojny, ciemnooki brunet z zarostem, jak mówi moja przyjaciółka: typ a la Rui Patricio

Mogłaś pominąć ten szczegół. Zaraz zlecą się sfrustrowani panowie i będzie biadolenie o tym, że gość ma wygląd Daniela, leciałaś za nim tylko dlatego że przystojny itp. Wyczuwam kolejną balladę o wyglądzie.

Dzięki za merytoryczne

Dzięki za merytoryczne uwagi:)

Portret użytkownika vanarmin

Fajny wpis, można wyciągnąć

Fajny wpis, można wyciągnąć coś dla siebie. Podpisuje się oczywiście pod tym co napisał infreak.

Od siebie dodam jeszcze, że często zachowujemy się wg wzorców które narzuca nam społeczeństwo, a nie polegając na własnej intuicji. Ty jej zaufałaś i osiągnęłaś zamierzony cel.
Gorzej jeśli te wzorce są zaprogramowane w nas od dzieciństwa, wczesnych lat młodości, wtedy na poziomie podświadomym zachowujemy się tak a nie inaczej.

Wcale nie jest łatwo się

Wcale nie jest łatwo się przełamać, gdy koleżanki patrzą na ciebie jak na kosmitkę i mówią, że się nie szanujesz, jeśli pierwsza się odzywasz i o niego zabiegasz. Mnie jednak wydaje się, że to, co dla nas jest wielkim zabieganiem, dla faceta często może być zwykłą znajomością. Przez te narzucone nam stereotypy wydaje nam się, że jesteśmy bardzo do przodu, pisząc do faceta, czy wyjdzie z nami na piwo. Choć tak naprawdę takie pytanie bardziej wskazuje na koleżeństwo niż chęć romantycznego spędzenia wieczoru. On dalej może nie wiedzieć, o co nam chodzi, zwłaszcza jeśli nie jest specjalnie śmiały.

Mi tam się podoba. Nawet

Mi tam się podoba. Nawet długość, może dlatego, że lubię czytać takie, nazwijmy to ,,historie''. Zaimponowałaś mi swoją postawą.

Prawdziwy sukces to będzie,

Prawdziwy sukces to będzie, gdy się w końcu odważę z nim porozmawiać i powiem mu, że jest dla mnie kimś ważnym. Na razie zbieram w sobie siły. Staram się myśleć pozytywnie, nic nie stracę, jeśli z nim szczerze porozmawiam. Mogę tylko zyskać. Nawet zrozumiem, jeśli na początku go przyblokuje, bo widzę, że on ma taki charakter, co nie oznacza, że jest zły. Po prostu lubi sobie pewne rzeczy przemyśleć i powrócić do nich po kilku dniach. Może to i rozsądne z jego strony, że nie działa pochopnie, tylko chce się upewnić w tym, czego rzeczywiście pragnie.

Gość nie wie jakiego ma

Gość nie wie jakiego ma farta. Idź z nim do kolektury, czyje wygraną szóstkę w lotka.

Tutaj mamy książkowy przykład nieśmiałego chłopaczka którego kobiety pragną, czyli zadbany i z wyjściowa twarzą. Dlatego jak jesteś tylko zadbany to musisz nadrabiać innymi cechami. Choć nieraz staniesz nawet na kutasie i nic z tego nie będzie.

Co do samego bloga. Fajnie napisany, dosyć merytoryczne. Ukazujący najpoważniejszy problem relacji d-m. A mianowicie... Kobiety rzadko używają swojego mózgu. Polegają na opinii zazdrosnych koleżanek, czasopism, w których każdy kolejny artykuł wyklucza się wzajemnie. I co najlepsze... Nie pokazywania że facet się podoba kobiecie. Bo jak to? Przecież na łatwą wyjdę, nie chce się narzucać...

Z racji że to męskie forum dlatego ten blog nie trafi do szerokiego grona odbiorczyń. Jednak może jakaś zabłąkana duszyczka trafi tu za pomocą wujaszka google.

Pisz częściej bo tego bełkotu o samorozwoju, którego jest coraz więcej na forum nie chce mi się czytać.

Pozdrawiam!

Kiedyś w moje ręce trafił

Kiedyś w moje ręce trafił poradnik "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy" i się załamałam. Nie wiem, kogo kręci człowiek, który go olewa i zachowuje się w ten sposób. Niestety, kobietom wmawia się, że mają być księżniczkami, które biernie czekają na faceta, który będzie im nadskakiwał. A one jeszcze mają te zaloty ukracać, lekceważyć itp., żeby nie wyjść na łatwe. To jest durne. O wiele łatwiej byłoby, gdybyśmy zrezygnowali z gierek.

Fajny wpis ale zwróć uwagę że

Fajny wpis ale zwróć uwagę że miałaś szczęście. Niestety nie zawsze okazuje się że druga strona też jest zainteresowana Sad (nawet jak na początku tak się wydaje Sad ).

Nigdy nie mamy pewności, czy

Nigdy nie mamy pewności, czy druga strona jest zainteresowana, ale wydaje mi się, że gdy czujemy, że coś jest na rzeczy, to warto spróbować. Przecież od samego kulturalnego zagadania nie stanie nam się nic dziwnego. Nawet jeśli druga strona okaże się zajęta lub niezainteresowana, to nic nie tracimy. Nabieramy tylko pewności siebie i uczymy się zagadywać.

Prawda,ale zagadanie nie

Prawda,ale zagadanie nie wystarczy. Czasami problem pojawia się przy innych krokach jak zaproszenie, przełamanie bariery dotyku itd. Też ostatnio spotykam się z pewną bardzo fajną dziewczyną która pomaga mi na różnych etapach gdzie brakuje mi pewności ( albo doświadczenia ). Większość działań podejmuje ja ale dobrze jest widzieć że druga strona też chce aby szło do przodu i czasami też zrobi krok. Bardzo to ułatwia życie obu stroną Smile . Niestety wiele kobiet wciąż tylko powtarza "To facet ma się starać" Sad

Dlatego ważne jest, aby

Dlatego ważne jest, aby inicjatywa była obustronna. Czasem ciężko się przełamać. Ja np. potrzebowałam, aby to on pierwszy złapał mnie za rękę, żebym sama pocałowała go w policzek. To niby drobiazg, bo tak można nawet kolegę pocałować na pożegnanie, ale potrzebowałam jakiegokolwiek sygnału, że nie jestem dla niego tylko kumpelą. On z kolei potrzebował takiego gestu, żeby pocałować mnie w usta.

Niby drobiazg a ile wnosi

Niby drobiazg a ile wnosi Smile

Każdy potrzebuje jakiegoś

Każdy potrzebuje jakiegoś impulsu do działania. Choćby miłego słowa, komplementu, wówczas stajemy się odważniejsi:)

Portret użytkownika Pinochet

Miałem raz taką relacje, że

Miałem raz taką relacje, że jedno spodobalo sie drugiemu i nie było żadnych gierek itd. Świetnie to wspominam :]

Naprawde super wpis i nawet dodaje do ulubionych Laughing out loud

Szkoda właśnie, że coraz

Szkoda właśnie, że coraz rzadziej można coś stworzyć, unikając gierek. Ja tak miałam na studiach. Mój kolega z grupy nie bawił się w żadne podchody, po prostu jawnie się starał i w miesiąc zostaliśmy parą. Dobrze to wspominam, choć z perspektywy czasu widzę, że to było bardziej zauroczenie i pociąg fizyczny niż głębsze uczucie.

Prawda,ale zagadanie nie

Prawda,ale zagadanie nie wystarczy. Czasami problem pojawia się przy innych krokach jak zaproszenie, przełamanie bariery dotyku itd. Też ostatnio spotykam się z pewną bardzo fajną dziewczyną która pomaga mi na różnych etapach gdzie brakuje mi pewności ( albo doświadczenia ). Większość działań podejmuje ja ale dobrze jest widzieć że druga strona też chce aby szło do przodu i czasami też zrobi krok. Bardzo to ułatwia życie obu stroną Smile . Niestety wiele kobiet wciąż tylko powtarza "To facet ma się starać" Sad

Rozumiem, że to chłopak o

Rozumiem, że to chłopak o którym kiedyś pisałaś na forum? Jeśli tak jestem ciekaw jak rozwiazalas tamten problem.
--------

Jedna uwaga: nie pokazuj aż NADTO intencji bo jest to odpychajace.

Wpis dedykuję wszystkim którzy się do mnie przypierdalaja o to, że pisze o dbaniu o wygląd.

Pzdr.

Portret użytkownika dudek500

Blog pisany ze strony kobiety

Blog pisany ze strony kobiety jest jak najbardziej ciekawy. Życzę powodzenia w dążeniu do swojego celu.

Portret użytkownika Aleus

"Może nie wszystkim spodoba

"Może nie wszystkim spodoba się, że jako kobieta prowadzę tutaj blog"...

Raz na ruski rok to tam kij, ale cztery na raz...

"Przystojny, ciemnooki brunet z zarostem, jak mówi moja przyjaciółka: typ a la Rui Patricio. Już wtedy bardzo wpadł mi w oko. Tak bardzo, że gapiłam się na niego, aż w końcu odjechał. On także patrzył się na mnie, ale nie podszedł. Potem zadzwoniłam do przyjaciółki i oznajmiłam jej, że właśnie spotkałam prawdziwe bóstwo i to bóstwo mieszka obok mnie".

Panowie, gdyby nie wyglądał jak Rui Patricio i miała opcję, to by tego bloga nie było. Panna sięga po gościa nie ze swojej ligi i przeżyć tego nie może. Kobieto: next.

Pomiędzy tym, co napisał Yami, a świętym next trzeba wy-balansować.

Ale ja go nie postrzegam jako

Ale ja go nie postrzegam jako faceta spoza mojej ligi. Wydaje mi się, że pod względem atrakcyjności fizycznej, inteligencji i osiągnięć zawodowych jesteśmy na zbliżonym poziomie. Co złego, że dla kogoś wygląd fizyczny jest ważny? Nie jest to jedyne kryterium wyboru, ale chyba ważne, żeby druga strona nas kręciła, bo inaczej trudno pójść z nią do łóżka:) Poza tym "atrakcyjny" to pojęcie względne i dla każdego znaczy co innego:)

Portret użytkownika Aleus

Co innego ważny, co innego

Co innego ważny, co innego kluczowy... Wydaje Ci się, to adekwatne słowo. Gdybyście byli na podobnym poziomie, to by Ci się nie wymykał.

Przyczyn wymykania może być

Przyczyn wymykania może być całe mnóstwo. Nie interesowałby mnie, gdyby był tylko przystojny, ale głupi czy prostacki. Po prostu to było kryterium przy pierwszym etapie selekcji;) Każdy mniej lub bardziej świadomie dobiera sobie osoby, które są w jego typie. A potem je poznaje i dochodzi do wniosku, ze chce to kontynuować lub nie.

Portret użytkownika Aleus

Truizmy ludzkości... Takie to

Truizmy ludzkości... Takie to piękne, takie głębokie... Takie nieprawdziwe u Ciebie.

"Przystojny, ciemnooki brunet z zarostem, jak mówi moja przyjaciółka: typ a la Rui Patricio. Już wtedy bardzo wpadł mi w oko. Tak bardzo, że gapiłam się na niego, aż w końcu odjechał".

Leciałaś na wygląd, nie patrzyłaś na nic innego. Po tym opisie widać, że to była kluczowa, a nie ważna przesłanka...

Edit: zakoduj sobie, że mężczyźni nie są tak skomplikowani. Nie jesteś z jego ligi, nie pasujesz mu wyglądem lub charakterem, zachowaniem. Jak facetowi pasuje kobieta i jest z jego ligi, to jest z nią. Facet nie wymyśla, jak baba, nie patrzy na status, tylko wygląd/charakter/zachowanie do niego/pożycie. Tyle.

Ja wiem, ze dla kobiecego ego trudno przyjąć: nie jestem z jego ligi, ale takie są fakty, nie mity. Czas się z tym pogodzić.

A ja jestem niepoprawną

A ja jestem niepoprawną optymistką i wierzę, że jeszcze coś z tego wyjdzie. Jeśli w ogóle bym mu nie pasowała, to by nie utrzymywał kontaktu. Ja przynajmniej należę do osób, które od razu ukracają takie znajomości. Nie pasuje mi facet, to do niego nie piszę. A skoro on to robi, to podejrzewam, że problem leży gdzie indziej i potrzebne jest opracowanie dobrej strategii. Może rzeczywiście jest coś w moim zachowaniu, co go hamuje, np. za mała wylewność, rzadkie okazywanie emocji, przez co nie jest pewny, na czym stoi. Przeanalizuję sobie wszystko dokładnie i zobaczę, co można zrobić. Będę weryfikowała różne rzeczy. Oczywiście, zawsze jest ryzyko, że nic z tego nie wyjdzie, bo jest tak, jak piszesz. Niemniej, kto się szybko poddaje, ten nic nie zyskuje.