mobilklasik
Witryna poświęcona jest wróżby online
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

O potrzebie i niepotrzebie emocji. Wampiry vs. Roboty. by hideoshi

Portret użytkownika hideoshi

Powiem Wam, że ostatnie miesiące utwierdzają mnie w przekonaniu o tym jak ważne są emocje w relacjach damsko - męskich. Ba! Mało tego. Zaczynam uważać, że jest to w ogóle termin kluczowy i chyba najważniejszy.

Na tej stronie, szeroko proklamowane jest podejście, by wpływać na emocje kobiet, dostarczać im ich jak najwięcej. I długo także zastanawiałem się, co ja takiego mam w sobie, że potrafię przyciągnąć kobietę (wiadomo, oprócz cech fizycznych - ale ich odbiór jest względny wśród kobiet). I wiecie co? Po prostu z natury, dostarczam im mega emocji. I szczerze, to nie mam pojęcia dlaczego i jak to działa.

Tylko, że w ostatnim czasie zostawiły mnie dwie kobiety, właśnie z powodu... nadmiaru emocji. Poważnie. Jedna powiedziała wprost, że nie wytrzymuje już tego, że ciągle targają nią emocje, że nie jest do tego przyzwyczajona (oczywiście po uprzedniej serii nieprawdziwych powodów - w ogóle polecam denerwować kobiety w trakcie ich kończenia relacji, bo wtedy powiedzą Wam prawdę;)).

Tak czy siak. Relacje damsko - męskie opierają się na emocjach. Laskom trzeba dostarczać emocji (chociaż niektórym nie za dużo). I dlatego też mówi się, że to właśnie ci przysłowiowi "bad boye" mają największe powodzenie, bo dostarczają kobietom duże dawki różnych emocji. I wiecie co ja sobie myślę? Że duża część z nas ma tak samo z kobietami. Lubimy te laski, które są nieprzewidywalne, fochują się i tak dalej - czyli wszystkie te, które "chełbi" w swoich opowiadaniach Snoofie Wink Ja wiem jedno: na pewno ja jestem tego typu osobą. Jestem osobą uzależnioną od emocji, jakie dają kobiety (nie mylić, że osławionym "needy" - bo to zupełnie inna sprawa). Innymi słowy: jestem emocjonalnym wampirem (Termin wampirów emocjonalnych zapożyczam sobie stąd: http://mobilklasik.info/minusy_d...). Czy to dobrze i czy da się z tym walczyć?

Jak już tu jesteśmy, to Snoofie opowiada nam w tym miejscu: http://mobilklasik.info/blog/two... o tym, żeby zachować dystans do wielu spraw, poprzez nie nadawanie im zbędnej wartości, przez co, o ile dobrze rozumiem, uchronimy się przed zbędnymi w tych sytuacjach emocjami. Jest to na pewno jedna z możliwości. Jednak moim zdaniem, stajemy się wtedy swego rodzaju Robotami (termin roboczy;)), nie nadając wartości sprawom wokół nas.

Co więc pozostaje? No cóż, moim zdaniem trzeba zaakceptować wampirzą naturę.. Ta wampirza natura nadaje nam paradoksalnie człowieczeństwo.. Dlaczego?

Po pierwsze: jesteśmy zwierzakami społecznymi, co oznacza, że w jakimś stopniu jesteśmy uzależnieni od innych. Nie musicie się z tym zgadzać, ale tak jest Smile Tylko działania innych ludzi i interakcje z nimi mogą nam dostarczać emocji. Tu zaraz będzie oburzenie, że nie, że można samemu i w ogóle. Moim zdaniem ludzie, którzy tak myślą, nie mają wyobraźni. Ale dobra zostawmy to.

Po drugie: musimy nadawać wartość, wszystkiemu co robimy. Bo taka wiedza, pozwala nam porządkować otaczającą nas rzeczywistość. Inaczej, nawet z biologicznego punktu widzenia, ciężko by było nam jako gatunkowi przetrwać. A z nadawaniem wartości idę emocje...

Wróćmy teraz do tych osławionych "bad girls". Snoofie mówi, że on się z tego leczy. Ja natomiast do końca w tym wszystkim nie znam rozwiązania. Byłem z kobietą długi czas: związek miał wszystko: zajebista relacja, laska nie robiła jazd, nikt nikogo nie ograniczał, każdy miał swoje życie, seks też spoko. I relacja ta trwała. Ale wiecie co? Ona miała w niej wszystko, mi brakowało emocji (to ocena z perspektywy czasu). Więc zacząłem ich szukać na zewnątrz, a później musiałem tą relację skończyć.

Natomiast miałem dużo relacji, w których często brakowało większości tych pierwszych cech, ale były emocje. I wiecie co? Nieporównywalnie lepsze było to. Nawet najgorszy seks, któremu towarzyszą emocje, jest lepszy od najlepszego bez. I jeżeli ktoś myśli inaczej, tzn. że jeszcze chyba nie miał porównania. Chociaż brzmi to jak babskie gadanie, taka jest prawda.

Im więcej emocji, tym prawdopodobieństwo krachu jest większe. Ale im mniej tym stałość relacji wzrasta. Tylko jaki jest sens tkwienia w relacji bez emocji?

Jak już mówiłem, wiem że jestem tym wampirem i wiem, że tych emocji potrzebuje. Ja dzięki emocjom, wiem że żyję. Po prostu. Ale zabijają one racjonalne myślenie. Więc co zrobić, żeby one nie zaczęły nami rządzić? Nie chcemy przecież zmieniać się pod ich wpływem w kobiety?

Chyba najprostszym rozwiązaniem będzie praca nad inteligencją emocjonalną. Poznanie siebie, poznanie reakcji na różne emocje. Dzięki temu będziemy wiedzieć, jak bardzo dana emocja zaburza nam racjonalne myślenie i w którą stronę. I dzięki temu będziemy umieli z nimi żyć i nie damy im wejść na głowę. Ale dzięki nim będziemy wiedzieli, że żyjemy i że jesteśmy ludźmi. Taka moja opinia, być może trywialna, ale dla mnie nowa Smile

Edit: aha. I szczerze się przyznam, że nie wiem jak nazwać te emocje, które dostarczają kobiety. Jedno jest pewne. Na pewno my potrzebujemy innych emocji, kobiety innych. Na razie jednak operuje na skali 0 - 1. Emocje i brak emocji.

Odpowiedzi

W dużym stopniu to co

W dużym stopniu to co napisałeś ma sens.
Z mojej perspektywy nie odczuwam tego co Ty ale każdy
z nas jest inny i dzięki Bogu. Tekst napewno do przeczytania moze niektorych w duzym stopniu uswiadomic , Pozdrawiam

Portret użytkownika Goniec

Jeżeli jesteś wampirem

Jeżeli jesteś wampirem emocjonalnym to IMO wynika to z jakichś zaburzeń osobowości/psychiki. Cechują się tym chyba osoby jeszcze niedojrzałe, zresztą ja sam to chyba mam, niestety.

Portret użytkownika hideoshi

Wiesz co? Zastanawiałem się

Wiesz co? Zastanawiałem się nad niedojrzałością emocjonalną. I to poważnie. Ale kurde to chyba nie to. Myślę, że to naturalna potrzeba. Dlaczego? Bo jakbyśmy mogli sobie sami wytwarzać emocje, które dają nam kobiety, to byśmy ich nie potrzebowali... To emocje sprawiają, że dążymy do spółkowania z nimi i to, że to spółkowanie jest kozackie Smile Myślę, że tak nas natura zaprojektowała, że sami sobie tych emocji nie możemy po prostu dostarczyć. Dzięki czemu trwamy jako gatunek.

Nie po raz pierwszy odnoszę

Nie po raz pierwszy odnoszę wrażenie, że wybierasz z kontekstu moich treści jakiś klocuszek, naginasz go do skrajności tak, że traci sens, jaki ja mu nadałem i torpedujesz. Jak się pewnie domyślasz, jestem bardzo biegły w rozpoznawaniu niemal doskonałych manipulacji, takich w białych rękawiczkach, i kompletnie tych Twoich zabiegów nie kupuję.

Owszem, pisałem o tym, żeby zachować dystans, ale w kontekście konstytuowania emocji i właściwego ich przeżywania. Nie namawiałem do tego, żeby zostać robotem - zachęcałem do tego, żeby MYŚLEĆ, czyli interpretować swoje emocje i nadawać im właściwą rangę. Oczywiste jest, że nie chodziło mi o pozbawianie siebie możliwości przeżywania podniecenia, zakochania czy szczęścia. Chodziło mi o to, żeby nie kopać szafki za to, że ma kanciaste drzwi. O ile się dobrze zorientowałem stanowcza większość dobrze zrozumiała przesłanie.

Wiesz, czym się różnią emocje od uczuć? Emocja to fizjologiczna, niezależna od woli reakcja na bodziec. Uczucie to ta reakcja zinterpretowana, a właśnie interpretacja emocji do domena człowieka. Dojrzałość to między innymi umiejętność właściwego rozpoznawania i interpretacji emocji, budowania z nich uczuć.

"Byłem z kobietą długi czas: związek miał wszystko: zajebista relacja, laska nie robiła jazd, nikt nikogo nie ograniczał, każdy miał swoje życie, seks też spoko. I relacja ta trwała. Ale wiecie co? Ona miała w niej wszystko, mi brakowało emocji (to ocena z perspektywy czasu). Więc zacząłem ich szukać na zewnątrz, a później musiałem tą relację skończyć."

Z tego wynika, że kierujesz się w życiu właśnie emocjami. O przetrwaniu i rozwoju relacji decyduje system wartości. Jasne, każdy ma głód emocji, ale jedni dla tych emocji zostawiają wszystko, co budowali często przez lata, drudzy - umieją podsycać namiętność, rozwijać związek, kierują się czymś innym, głębszym, niż fizjologiczny głód emocji.

"musimy nadawać wartość, wszystkiemu co robimy. Bo taka wiedza, pozwala nam porządkować otaczającą nas rzeczywistość."

Tak, wszystkiemu, CO ROBIMY. Ale nie musimy nadawać wartości kolorowi chmur i mokrości wody. Indywidualne cechy osobowości kobiety to właśnie takie cechy. Próbując suszyć suszarką do włosów deszcz - szybciutko znajdziemy się w dupie. Sami się skazujemy na frustrację i kompletną porażkę.

"Tylko, że w ostatnim czasie zostawiły mnie dwie kobiety, właśnie z powodu... nadmiaru emocji. Poważnie. Jedna powiedziała wprost, że nie wytrzymuje już tego, że ciągle targają nią emocje, że nie jest do tego przyzwyczajona (oczywiście po uprzedniej serii nieprawdziwych powodów - w ogóle polecam denerwować kobiety w trakcie ich kończenia relacji, bo wtedy powiedzą Wam prawdę;))."

A może trzeba było posłuchać tej "serii nieprawdziwych powodów"? Może po prostu Ty zinterpretowałeś to tak, jak Ci było wygodnie? I cisnąłeś dotąd, aż laska jedna z drugą powiedziała Ci to, co chcesz usłyszeć, żebyś się wreszcie odfakał? Może znowu wziąłeś sobie jakąś treść i ulepiłeś ją po swojemu, tak, żeby nie bolała i żeby wyszło na TWOJE?

Jeszcze nigdy nie słyszałem, żeby kopnęła gościa w tyłek kobieta, która dostaje właściwe emocje we właściwych proporcjach. To żadna sztuka dostarczyć nadmiar takich emocji, które są kobiecie zwyczajnie ZBĘDNE. Laski wyprosiły ze swojego życia faceta, który źle wpływał na ich komfort i to świadczy o ich dojrzałości. Ktoś na Twoim miejscu mógłby pomyśleć: "coś ze mną nie tak, muszę coś zmienić..". A Ty wydajesz się być dumny z tego, że umiesz wywoływać emocje.

Zajrzałem do Twojego pierwszego bloga - piszesz o czarno-białej regulacji biblijnej. Tutaj też piszesz, że na razie jednak operujesz na skali 0 - 1. Moje punkty widzenia też traktujesz bardzo zerojedynkowo. Virtus in medio stat, a świat - również świat relacji damsko-męskich - ma mnóstwo odcieni. Mam wrażenie, że stajesz w kontrze do tego, co piszę, bo zwyczajnie nie masz władzy nad swoimi emocjami i to, co proponuję, jest w Twoim przypadku nie możliwe, więc szukasz kontrargumentów.

Pewnie wiesz, że czarno-białe postrzeganie to symptom pewnego typu całkiem poważnych zaburzeń osobowości. Nieumiejętność kontroli emocji również. Żeby nie było - nie przypinam Ci łatki zaburzonego, bo z pupy nie wypadłem i nie stawiam lekarskiej diagnozy po kilku przeczytanych tekstach. Po prostu sposób, w jaki się odnosisz do tego, co chcę przekazać w moich blogach coś mi bardzo przypomina. Odbieram Cię jako kogoś, kto ma problem, ale zamiast się z tym zmierzyć, zamiata pod dywan. Usiłujesz stworzyć za pomocą skomplikowanej i niejasnej retoryki teorię, według której z deficytu w sferze zarządzania emocjami zrobi się wyśmienity lajfstajl - tak to wygląda z mojej perspektywy.

peace Wink

Portret użytkownika hideoshi

"(...)jestem bardzo biegły w

"(...)jestem bardzo biegły w rozpoznawaniu niemal doskonałych manipulacji, takich w białych rękawiczkach, i kompletnie tych Twoich zabiegów nie kupuję" - do tego z odkurzaczem na plecach Wink

Ale już poważniej. Powiem Ci, że nawet dobrze mi zrobiła taka lekka zjebka. Może to przez kaca, może przez zimę wiosną, może przez inne czynniki. Tak czy siak, dzięki Smile Niemniej jednak, odnieść się muszę, bo troszkę za daleko zabrnąłeś w swojej interpretacji.

A więc (że pozwolę nie trzymać się gramatycznych zasad):
Po pierwsze: mam wrażenie, że moje odniesienia, do Twoich wypowiedzi, traktujesz jak personalne ataki. A tak nie jest. Skoro się do nich odnoszę, także w krytyczny sposób, to znaczy, że dały mi do myślenia. Z Twojego bloga, wynikało że zastanawiamy się nad podobnymi rzeczami (albo to moja błędna interpretacja). Mówiąc inaczej: doszliśmy do podobnych diagnoz, ale wypisaliśmy inne recepty. Idąc dalej, Twoja recepta skojarzyła mi się, z walką ze swoją naturą. Dla mnie jest to walka z wiatrakami, dlatego poszedłem inną drogą, akceptującą tą naturę. Czy słuszną? Im czegoś jestem pewniejszy, tym mam więcej wątpliwości.
Z tego co tu piszesz, to nawet tymi różnymi drogami dochodzimy do tego samego domku..

"Dojrzałość to między innymi umiejętność właściwego rozpoznawania i interpretacji emocji, budowania z nich uczuć." - do przecinka masz rację. Po przecinku już nie. Ponieważ wynika z tego, że to my sami, świadomie budujemy uczucia. Gdyby tak było, moglibyśmy sobie sami wybierać nasze obiekty westchnień. To jest mechaniczne traktowanie, które nie tak dawno zarzucałeś Sneakersowi pod jego blokiem.

"Z tego wynika, że kierujesz się w życiu właśnie emocjami." - powiem Ci, że... nie wiem. Ogólnie, w życiu nie, ale w kontaktach z kobietami, pisząc bloga, taka strategia wydawała mi się najodpowiedniejsza. Czemu? Pisałem to tym, ale to rozwinę. Powiem Ci, że przez całe życie, trafiałem na te toksyczne laski, którym poświęcona jest Twoja stronowa twórczość. Chciałem mieć normalną, dojrzałą kobietę. I co? Znalazłem taką, gdzie było wszystko to czego chciałem. Ale właśnie sinusoida emocjonalna przybrała wtedy formę linii. Wtedy omijasz cały ten proces zauroczenia, ale związek jest trwalszy. Może to jest ta miłość i dojrzały związek? Nie wiem. I to jest to nad czym cały czas się zastanawiam w szerszym kontekście. Oraz powód, czemu to emocje stały się centrum mego zainteresowania. I to od dłuższego czasu. Bo nie jest to jakaś nowa historia. Dlatego też: "Ktoś na Twoim miejscu mógłby pomyśleć: "coś ze mną nie tak, muszę coś zmienić."" wydaje się nie na miejscu.

"Tak, wszystkiemu, CO ROBIMY. Ale nie musimy nadawać wartości kolorowi chmur i mokrości wody. Indywidualne cechy osobowości kobiety to właśnie takie cechy. Próbując suszyć suszarką do włosów deszcz - szybciutko znajdziemy się w dupie. Sami się skazujemy na frustrację i kompletną porażkę." - nad tą wypowiedzą muszę się zastanowić jeszcze głębiej, więc nie będą się do niej teraz odnosił.

"A może trzeba było posłuchać tej "serii nieprawdziwych powodów"?" i dalsza treść. To jest już za daleka wycieczka intepretacyjno - personalna z Twojej strony. Nie będę tutaj opisywał tego, żeby Ci dowodzić swojej racji. Po prostu wiem, że tak było i tyle. Jednak będąc z kimś w związku przez jakiś czas, potrafisz stwierdzić kiedy mówi prawdę, a kiedy nie. Taka cecha, jak poznanie dobrze drugiej osoby, jest całkiem przydatna. Spróbuj.

"nie masz władzy nad swoimi emocjami" - niech pierwszy rzuci kamieniem. To jest tak cholernie trudna sztuka, że temu który deklaruje taką władzę, zwyczajnie bym już nie ufał. Tak jak pisałem w blogu. Staram się je zrozumieć.

I w końcu, ostatni akapit Twojej wypowiedzi. Ujmę to najprościej jak umiem. Co do "zerojedynkowości" - nawet nie zdajesz sobie sprawy (bo też i nie masz prawa z racji, że się nie znamy), z tego jaki mam analityczny umysł. W sensie, że analizuje wszystko, słownie wszystko i niczego nie widzę w czarno - białych barwach. Wszystko jest szare i relatywne. Ta 1-0 to mój zabieg, mający celowo redukować, to co powyższe, bym był bardziej zrozumiały dla świata. Co do problemu. Jedyny problem jaki mam, to taki, że sam staram się swoje problemy rozwiązywać. A to nie jest dobra praktyka.

"Usiłujesz stworzyć za pomocą skomplikowanej i niejasnej retoryki teorię, według której z deficytu w sferze zarządzania emocjami zrobi się wyśmienity lajfstajl" - to jest nie jasne? Ja myślałem, że to jest najjaśniejsza rzecz jaką napisałem na tej stronie. Ale cały czas pracuje nad swoją retoryką. Codziennie jednak posługuje się trochę innym językiem (i nie mam na myśli języka obcego). I nie lajfstajl - tylko jak pisałem - próba akceptacji natury.

"Po prostu sposób, w jaki się odnosisz do tego, co chcę przekazać w moich blogach coś mi bardzo przypomina" - z ciekawości spytam. Co? Smile

No i tyle. A teraz moja kolej na interpretacje. Sprawiasz wrażenie osoby nie radzącej sobie z krytyką, jakąkolwiek. Jedynak i pozbawione trosk dzieciństwo? - ja tak odbieram Twoje zachowania (i nie chodzi tu o treść).

Bardzo mi miło, że moje

Bardzo mi miło, że moje pisanie skłania Cię do myślenia. Nie odbieram tego, co piszesz personalnie. Ja pisałem właśnie o akceptacji, nie o walce z naturą. O akceptacji natury otaczającej i natury własnej, ALE akceptacja własnej natury po mojemu nie może się ograniczać do stwierdzenia "taki jestem i chuj!". Władza nad emocjami w istocie bywa bardzo trudna, ale jest rdzeniem całego szeregu cech, które charakteryzują człowieka silnego, MĘŻCZYZNĘ - zwłaszcza cierpliwości.

Brak władzy nad emocjami to słabość. Ze swoimi słabościami można się pogodzić, ALBO można próbować pracy nad własnym charakterem. Piszesz o receptach: może tak jest, że Ty próbujesz opisać sobie rzeczywistość w taki sposób, żeby się ze słabościami pogodzić, a ja próbuję te słabości rozumem okiełznać? Może żadna z tych recept nie jest niewłaściwa, po prostu każda jest dla kogo innego?

"Chciałem mieć normalną, dojrzałą kobietę. I co? Znalazłem taką, gdzie było wszystko to czego chciałem. Ale właśnie sinusoida emocjonalna przybrała wtedy formę linii. Wtedy omijasz cały ten proces zauroczenia, ale związek jest trwalszy. Może to jest ta miłość i dojrzały związek?"

Widocznie było wszystko, czego chciałeś ŚWIADOMIE, a nie było tego, co było potrzebne Twojej podświadomości Smile Dlatego też stanąłem w opozycji pod blogiem Snikersa - bo na półce dotyczącej relacji damsko-męskich mało kto tak ma, że może sobie wymyślić pożądane cechy partnerki, stworzyć model, a potem znaleźć taką i się zakochać. Za to można rozpoznawać w kobietach cechy rokujące poważne problemy na drodze do szczęśliwego związku i nie brnąć w relacje z takimi kobietami. Można wyciągać wnioski, na podstawie których przewidywać, co do czego może doprowadzić i trzymać rękę na klamce do drzwi swojego wewnętrznego świata.

"To jest tak cholernie trudna sztuka, że temu który deklaruje taką władzę, zwyczajnie bym już nie ufał. Tak jak pisałem w blogu. Staram się je zrozumieć."

Władza nad emocjami też jest stopniowalna, jak wszystko inne. Skrajny przypadek braku tej władzy doprowadza do samookaleczeń, aktów wandalizmu itd. Skrajny przypadek władzy umożliwia przestanie z podniesioną ręką przez dekady, jak to uczynił był pewien Hindus. Jakąkolwiek władzę nad emocjami ma praktycznie każdy, ale tym, którzy mają zbyt słabą ciężko się żyje. Są zwyczajnie nadwrażliwi, emocje mają zbyt duży wpływ na ich wnętrze, a co za tym idzie - wybory i zwykłą codzienność.

""A może trzeba było posłuchać tej "serii nieprawdziwych powodów"?" i dalsza treść. To jest już za daleka wycieczka intepretacyjno - personalna z Twojej strony. "

Przecież nie poddaję tego, co napisałeś ocenie, tylko gdybam. Pogdybam dalej: gdybyś te kobiety tak doskonale poznał, wiedziałbyś, dlaczego ta relacja ich nie satysfakcjonuje, w wyniku czego Cię zostawiają. Gdyby Cię szanowały i potrafiły być wobec Ciebie szczere - nie musiałbyś w nich generować kolejnych niewygodnych emocji, żeby Ci powiedziały prawdę.

"nawet nie zdajesz sobie sprawy (bo też i nie masz prawa z racji, że się nie znamy), z tego jaki mam analityczny umysł. W sensie, że analizuje wszystko, słownie wszystko"

W takim razie nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo mój blog był skierowany do takich, jak Ty. Umiejętność analizy piękna rzecz, ale niektórym sprawom po prostu trzeba dać płynąć. O to właśnie chodzi z akceptacją i zgodą z naturą świata, żeby umiejętnie dysponować swoimi zasobami umysłowymi i wewnętrznym czasem nie tracąc go na myślowy onanizm tam, gdzie to nie przynosi żadnych efektów. Nadmierna analiza w ogromnej większości przypadków kompletnie się nie przekłada na efekt w postaci akceptacji, bo już u jej podstawy leży brak zgody ze stanem rzeczy, a za tym idzie potrzeba wpływu.

Spróbuj spytać siebie, po co Ci ta wszechanaliza. Jaką funkcję pełni w Twoim życiu. Ale szczerze zapytaj, nie musisz na to tutaj odpowiadać. Bardzo często to jest tak, że chce się poznać, zgłębić, rozgryźć na wylot, żeby kontrolować - a to na przykład na polu relacji damsko-męskich jest bardzo zły kierunek. Ci, którzy mają nadmierną potrzebę kontroli - samych siebie, bliskich, otoczenia - są bardzo nieszczęśliwi. Wyprzedzając zarzut, co do emocji - im trzeba po prostu CHYBA ŻE chodzi o poznanie samego siebie, to jest z kolei bardzo dobry i jedynie właściwy kierunek.

"I nie lajfstajl - tylko jak pisałem - próba akceptacji natury."

No tak, może być i "próba akceptacji natury". W każdym razie chodziło mi o próbę usprawiedliwienia poprzez pewien proces myślowy swoich słabości, dzięki czemu potrzeba pracy nad charakterem po prostu zniknie. Zaakceptować pewnie łatwiej, niż pracować, ale słabości to nie woda, że jest mokra i taka będzie żeby skały srały. W moim odczuciu to nie jest właściwe pole do realizowania się w akceptacji. "Natura" ma wiele znaczeń, a charakter to nie ten sam typ natury, jak wiatr, który wieje i już. Dopóki Twoja "natura" nie przynosi Ci szkód w życiu - jest okej, możesz wszystko zaakceptować i luz. Tyle że gdyby tak było, pewnie nie poświęcałbyś się dogłębnej analizie.

"Ta 1-0 to mój zabieg, mający celowo redukować, to co powyższe, bym był bardziej zrozumiały dla świata."

Ale to tak nie działa Smile Gadamy o zbyt delikatnych materiach, żeby w sposób zrozumiały przekładać swoje podejście na kod binarny.

Nie jestem jedynakiem i nie miałem pozbawionego trosk dzieciństwa, a bez zdrowego stosunku do krytyki nie byłbym zdolny do wykonywania zawodu, który wykonuję Smile To, że bronię swojego punktu widzenia nie znaczy, że jestem zamknięty na krytykę. Po to mi obecność na tym portalu, żeby konfrontować mój punkt widzenia. Nie piszę blogów po to, żeby zbierać wirtualne oklaski. Obustronna korzyść w tym wypadku polega na tym, że Wam rzucam jakieś światło na pewne sprawy, a dzięki feedbackowi mogę sprawdzić, czy gdzieś się mylę, czy nie. Nikomu nie odmawiam prawa do własnego zdania i własnej drogi. Nie próbuję namówić malarza na karierę bankiera i nie mam ambicji, żeby Ci sprzedać moje podejście. Kiedy widzę, że na błędnej, uproszczonej i sprowadzonej do 0-1 interpretacji tego, o czym piszę opierasz swoje konstrukty - nie dziw się, że się do tego odnoszę.

Portret użytkownika hideoshi

Nie jestem w stanie dzisiaj

Nie jestem w stanie dzisiaj prowadzić wielowątkowej, konstruktywnej polemiki. Także musisz mi wybaczyć, że odniosę się bardziej ogólnie do Twojej wypowiedzi.

Jednak do jednego wątku muszę się odnieść szczegółowo, a mianowicie: "Gdyby Cię szanowały i potrafiły być wobec Ciebie szczere - nie musiałbyś w nich generować kolejnych niewygodnych emocji, żeby Ci powiedziały prawdę." - źle ująłeś problem w mej opinii. Tu szacunek nie ma nic od rzeczy. To jest typowo męskie podejście. Szanuje ją, to będę z nią szczery. Natomiast kobiety, bywają bardziej wrażliwe, więc wolą wymyślać jakieś pierdoły, byleby tylko ich decyzja wywołała najmniejsze szkody emocjonalne. Co oczywiście, wzbudza w nas lekkie zdenerwowanko.

Ale dobra. Z tego co piszesz, wydaje mi się, że chyba cały czas mówimy o tym samym, ale Ty jesteś na innym etapie. Ja chyba na razie jestem w fazie samodiagnozy i przyznania się do słabości i kminię sobie co z tym zrobić. Ty jesteś krok dalej, czyli próbujesz z nimi walczyć. Mnie trochę przeraża wizja wyzbycia się (kontrolowania) emocji. Ogólnie w życiu (zawodowo i pasjowo) się nimi nie kieruje, ale gdzieś trzeba dać im upust, nieprawdaż? Znaleźć odpowiednią płaszczyznę do ich kanalizacji. Na tą chwilę, mi się wydaje, że kobiety są dobrą, najbardziej naturalną płaszczyzną do tego. Dlaczego? Bo jakbym miał wybierać kobietę w sposób racjonalny to jaki byłby tego sens? Racjonalnie to można wybierać samochód, albo zawód. Taka ma opinia i takie założenia. Jeżeli się zgodzisz z tym, że trzeba gdzieś kanalizować te emocje, a nie zgodzisz, że w kobietach, to chętnie poznam alternatywę. Bo ja na razie czuje się jak dziecko we mgle i ciągle szukam tej drogi.

"Kiedy widzę, że na błędnej, uproszczonej i sprowadzonej do 0-1 interpretacji tego, o czym piszę opierasz swoje konstrukty - nie dziw się, że się do tego odnoszę." - no cóż, gdybym miał się odnieść do wszystkiego co napisałeś, to musiałbym napisać artykuł naukowy, zaczynając od operacjonalizaji pojęć (emocją w tej pracy nazywać będziemy... Przez termin wartości rozumiem.... itd), która to by zajęła parę stron i nie była strawna dla większości śmiertelników. Stąd ta wybiórczość.

"W każdym razie chodziło mi o próbę usprawiedliwienia poprzez pewien proces myślowy swoich słabości, dzięki czemu potrzeba pracy nad charakterem po prostu zniknie" - nad tym się poważnie zastanawiam. Na razie nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć. Ale coś mnie swędzi w nosie, więc może coś w tym jest. Albo po prostu jak pisałem wcześniej - jestem na innym etapie tej samej drogi.

"W takim razie nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo mój blog był skierowany do takich, jak Ty" - no i stąd mój blog i cała ta polemika Wink

Ech, miało być krótko kuźwa