mobilklasik
Witryna poświęcona jest wróżby online
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Jak wyciągać wnioski z porażki?

Portret użytkownika glinx11

Długo wzbraniałem się przed stworzeniem tego wpisu, który jest, bądź co bądź, lekkim złamaniem obietnicy z poprzedniego: że nie będę pisał, jeśli nie będzie o czym. Z drugiej strony głównym tematem nie jest moja niedawna przygoda - choć ma ona dużo z nim wspólnego - a ogólny problem radzenia sobie z naszymi porażkami i wyciągania z nich odpowiednich wniosków.

Inną przyczyną, na skutek której byłem niezdecydowany co do tworzenia kolejnego wpisu, była niechęć do wysłuchiwania po raz kolejny - proszę, aby nikt nie brał tego do siebie - wątpliwych rad typu "ja już z tobą nie mogę" albo "mam ochotę zasadzić ci kopa". Umówmy się, że z nas wszystkich tu zgromadzonych mnie najbardziej zależy na moim sukcesie, a glinx11 nie jest jakimś złośliwym prowokatorem, a zwyczajnym facetem, który po prostu usiłuje odnaleźć własną drogę we wszechświecie. Dlatego proszę, abyśmy w poniższej dyskusji (która bez wątpienia nastąpi) zachowali trzeźwość argumentów i prezentowali tylko takie, które niosą ze sobą jakąkolwiek wartość.

Najpierw wypadałoby zatem dokończyć historię z poprzedniego "odcinka serialu". Czy miałem powody do optymizmu? Jak widzieliście, zachowywałem powściągliwość w ocenie sytuacji, niemniej jednak gdzieś w głębi ducha czułem chyba, że oto znalazłem się o krok bliżej przejściowego celu, który sobie jakiś czas temu obrałem: wyciągnięcia danej dziewczyny na więcej niż jednorazową randkę. Jak wiecie, w "poprzednim" okresie miałem trzy takowe spotkania i tylko jedno z nich (z dziewczyną, którą roboczo nazwałem Krysią) nie zaskutkowało natychmiastowym zerwaniem kontaktu. Z Krysią wstępnie umówiliśmy się na kolejną randkę, którą ta odwołała kilka godzin przed faktem. Coraz większe trudności komunikacyjne uświadomiły mi wtedy, że owa dziewczyna po prostu nie jest mną zainteresowana i już raczej tego nie zmienię.

Tym razem nie miałem takich wskazówek. Delikwentka odebrała telefon i aż sam byłem zaskoczony, że na propozycję powtórki (choć w innym miejscu i o innym charakterze) zareagowała ze słyszalnym entuzjazmem. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że zostawiłem po sobie dobre wrażenie. Zadzwoniłem do niej w czwartek, aby ustalić szczegóły, a także w piątek, w dzień spotkania. Wspomniała, że postara się być nawet trochę wcześniej, żebym nie musiał na nią czekać. Opisywanie z takimi szczegółami przygotowań może wydać się zbędne, ale dzięki temu łatwiej będzie wam zrozumieć moją reakcję na późniejsze wydarzenia.

Nie zastanawiałem się bardzo dużo na temat zbliżającego się wieczoru, a jeśli już tak, można powiedzieć, że przepełniał mnie optymizm. Właściwie głowiłem się tylko nad tym, czy uda mi się pójść z nią do łóżka, czy też nie. Czyli raczej myślałem albo wcale, albo pozytywnie.

Na dworcu, na którym się umówiliśmy, było zimno jak diabli. Postanowiłem zadzwonić do niej, by dać znać, że już jestem, żebyśmy się potem nie szukali. Nie odbierała, choć ja, nauczony doświadczeniami sprzed tygodnia, nie zwróciłem na to większej uwagi. Postanowiłem po prostu zaczekać, dochodząc do wniosku, że nie zdążyła na wcześniejszą kolejkę.

Minęło piętnaście minut, a ja zacząłem się niecierpliwić. Znowu się spóźnia, myślałem wściekle. Przekręciłem do niej i tym razem automatyczna sekretarka odezwała się natychmiastowo. Ogarnęło mnie złe przeczucie. Przyjedzie, uspokajałem się. Przecież jeszcze parę godzin temu to potwierdzała, niby z jakiej racji miałaby teraz zmieniać zdanie?

Po pół godzinie spróbowałem znowu zadzwonić - z takim samym rezultatem. Nie potrafiłem przyjąć do wiadomości, że nie ma już nadziei - nie zjawi się. Cały czas tłumaczyłem sobie, że przecież to niemożliwe, przecież cieszyła się na myśl o spotkaniu...

Kiedy minęły trzy kwadranse, wypieranie ustąpiło miejsca ponurej akceptacji, zaś ta niemal natychmiast przerodziła się w złość. Była to jednak złość nieco innego sortu niż ta, do której przywykłem - nie była skierowana bowiem przeciwko mnie, a przeciw mojej niedoszłej randce i, w dalszej perspektywie, całej płci żeńskiej. W jednej chwili opinia, jaką przez całe życie uważałem za żałosny wyraz frustracji życiowych nieudaczników, że "baby to kurwy", stała się jak najbardziej zrozumiała. Z reguły w wypadkach - nazwijmy to w ten sposób - odrzucenia skłonny byłem raczej obwiniać siebie i swoją nieatrakcyjną osobowość. Tym razem autopretensji nie było, choć nie wiem, czy kierowanie gniewu w inną stronę jest w czymkolwiek lepsze. To ona jest winna, to ona mnie oszukała, to ona dała mi fałszywą nadzieję, to przez nią najprawdopodobniej dostanę nawrotu przeziębienia... i tak dalej.

Koniec tej dość przykrej historii przypada na centrum handlowe (wciąż jeszcze otwarte), w którym postanowiłem na chwilę usiąść, by odpocząć od zimna i przepełniającej mnie wściekłości, a także, by napisać jej coś, co być może zepsuje jej resztę wieczoru, który bez wątpienia spędzała, opowiadając koleżankom, jak to wystrychnęła na dudka pewnego kolesia, który podszedł do niej na przystanku. Pewnie teraz czekała na SMS-a w stylu "To podaj termin, który będzie ci pasował". O nie, kurwo, myślałem sobie. Tak się ze mną nie będzie pogrywać.

Ale zanim zabrałem się do pisania soczystych wyzwisk, zobaczyłem na telefonie wiadomość, która przyszła przed minutą. Jak się domyślacie, to od niej. Pisała, że mnie przeprasza, ale nie może się dziś spotkać, i, jeśli wciąż chcę, może jutro zadzwonić i się wytłumaczyć. Mało nie wybuchłem śmiechem: odwołuje randkę godzinę po fakcie! Odpisałem jej tylko, że możemy teraz porozmawiać. Odpowiedziała, że teraz gadać nie może i zapytała, czy bardzo się na nią gniewam. Postanowiłem podjąć tę dziwną grę i napisałem, że owszem, i że może dzwonić, jeśli chce, ale nie ma prawa już tego ode mnie oczekiwać. Nie doczekałem się już po tym żadnej wiadomości z jej strony. W bardzo podłym nastroju wróciłem do domu.

Czy uwierzyłem w choć jedno jej słowo? Pff, za kogo wy mnie macie? Nie wiem, co osiemnastoletnia dziewczyna musiałaby robić, żeby nie mogła nawet wysłać krótkiej wiadomości odwołującej spotkanie PRZED czasem. Czy zadzwoniła następnego dnia? Sami odpowiedzcie sobie na to pytanie.

Kiedy pierwsza złość ustąpiła, musiałem zabrać się do najnieprzyjemniejszej części każdego nieudanego podrywu: analizy przyczyn własnej porażki, która sprawia mi tyle problemów, że właśnie dlatego zdecydowałem się na stworzenie tego wpisu. Zastanawiam się, czy wam również zdarzają się tego typu przygody: popełniliście błąd, ale gdzie - nie macie pojęcia.

W pierwszej kolejności muszę rozważyć, czy w podjęciu przez nią decyzji o niestawieniu się na naszą randkę nie pomógł ktoś trzeci. To tylko z pozoru dziwne pytanie, bo wszyscy wiemy, jaką presję potrafią wywrzeć koleżanki. Nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że ktoś wyperswadował jej perspektywę angażowania się ze mną w związek. Nie snuję tu teorii spiskowych, jakoby wśród jej znajomych miałby znajdować się ktoś mi z jakichś przyczyn nieprzychylny. To oczywiście możliwe, acz mało prawdopodobne: nie spotkałem się z żadnym z nich, a jej przedstawiłem się tylko z imienia. Mimo wszystko choćby na podstawie opisu naszego poprzedniego spotkania jakaś osoba z jej najbliższego otoczenia (stawiam na jej współlokatorkę) mogła ze zwykłej troski stwierdzić, że nie jestem najlepszą partią.

Kontynuując nasze śledztwo, powinienem cofnąć się do naszej czwartkowej rozmowy:

Ja: Słuchaj, ostatnim razem było dość zimno, proponuję tym razem spotkać się w nieco bardziej zamkniętym środowisku.

Ona: Znaczy, że... chcesz, żebym cię do siebie zaprosiła?

Powiedziała to tonem a'la "nawet o tym nie myśl". Ja, rozbawiony, wyjaśniłem, że chodziło mi raczej o jakąś kafejkę czy restauracyjkę. To już jednak daje pewną wskazówkę co do jej ogólnej percepcji mojej osoby. Brałem to pod uwagę, wątpiąc raczej, że kolejną randkę zakończę w jej łóżku. Czyżby bała się, że chcę ją tylko wyruchać? Albo: czy bała się tego jakaś jej koleżanka? Poprzednim razem nie krępowałem się co do dotyku, a pod koniec wyraźnie dawałem do zrozumienia, że zaproszenia do środka bym nie odrzucił.

Mimo to dalej obstawiam przy wersji, że ktoś ją do tego musiał namówić. Inaczej nie sposób wyjaśnić tak diametralnej zmiany zdania w ciągu zaledwie paru godzin, jakie upłynęły od telefonicznego potwierdzenia terminu i miejsca. Naturalnie wciąż pozostaje kwestia przepraszających SMS-ów, jakie mi potem wysłała. Po co miałaby to robić? Może to oznaka nagłej refleksji, strachu, że być może zbyt pochopnie oceniła tego faceta, który tak niespodziewanie do niej tydzień temu podbił. Strachu, który minął, gdy obudziła się następnego dnia i stwierdziła "jak nie ten, to inny się trafi".

Jest jeszcze prostsze wytłumaczenie, najbardziej bolesne, acz niewykluczone: że to wszystko jest elementem zwykłej gry, zabawy w zrobienie faceta na szaro. Niezależnie od tego, jak nisko ją obecnie cenię, nie odniosłem wrażenia, by należała do tego rodzaju dziewczyn...

...ale, jak mówił komisarz Gordon w "Batman: Początek", już nieraz się myliłem.

Co teraz? - zapytacie. Teraz - nic. Wracamy do szarej codzienności ze świadomością, że każde kolejne podejście w kwestii znalezienia dziewczyny będzie coraz trudniejsze i obłożone coraz większymi wątpliwościami. Bowiem niezależnie od tego, jak każdy z nas na to patrzy, niezależnie od tego, jak jest naprawdę: pozytywne myślenie mi tu nie pomogło. Po prostu. Jedynie wzmogło moją wściekłość. Co nie znaczy, że nie pomaga w ogóle, bo pewnie jest inaczej. Ale nie jest to boska moc, za pomocą której można kształtować otaczający nas świat. Przynajmniej ja nie potrafię jej jeszcze w taki sposób używać.

Kończę ten nieco przydługi wpis, ponawiając apel o zdrową dyskusję na temat metod i trudności, jakie stosujemy i napotykamy przy analizowaniu naszych porażek. Zauważam jednocześnie ciekawą zależność: niezależnie od tego, czy słusznie postępuję, wrzucając ten wpis, i czy później, na skutek waszych komentarzy, tego nie pożałuję - cieszę się, że to robię. Takie opisanie swoich przeżyć i odczuć przypomina zrzucenie tego, co nam na wątrobie leży.

Innymi słowy: choć nikt nie udzielił mi jeszcze żadnej interesującej rady, już czuję się lepiej i pozytywniej patrzę zarówno na świat, jak i na moje przyszłe kontakty z kobietami. Łatwo nie poddać się po pięciu czy dziesięciu próbach - ale po stu czy tysiącu mało komu brakuje już wytrwałości. Ja zaś postaram się nie poddawać w myśl zasady "try or die trying".

Choć nie będę miał nic przeciwko, jeżeli nie okaże się to konieczne, a nagroda za wytrwałość przyjdzie prędzej. Smile Pozdrawiam.

Odpowiedzi

1.Zbyt agresywnie do tego

1.Zbyt agresywnie do tego podchodzisz bracie
2 Gdy zadzwoniłeś raz żeby się umówić i dziewczyna się zgodziła, w tym czasie między spotkaniem między telefonem a spotkaniem już nie dzwonisz. Po co? jak laska się nie odezwie tzn. że jej nie zależało. Siedzisz i czekasz, jeśli laska w ogóle się z tobą nie kontaktuje to nawet nie idziesz na spotkanie, po chuj się denerwować
3. Gdy laska robi w bambuko(co jest chyba standardem z człowiekiem który zbudował zbyt mały raport) zazwyczaj odwołują spotkania nr 1, czasem nawet nr 2.
4. W mojej opinii brakuje ci skrzydłowego, gdybyś takowego miał to żadne w cudzysłowie "odrzucenie" nie będzie bolesne, bo skrzydłowy akceptuje ciebie a nie jakąś WREDNĄ NAROŚL WOKÓŁ POCHWY i dzięki takiemu gościu mógłbyś nabrać dystansu do siebie i do sytuacji.
5. Dalszych błędów nie wymienie bo mi się nie chce, ciągle brakuje ci poczucia własnej wartości, ciągle wydajesz się być sfrustrowany samotnością, która de facto jest tak naprawdę sytuacją w której nie cierpisz poprostu przebywać sam ze sobą. Dlatego moja rada, Zaakceptuj się. Takim jakim jesteś brzydalu pryszczaty, masz mózg bo twoje wypowiedzi w przeciwieństwie do innych ludzi tutaj trzymają jakiś poziom mimo że podchodzący pod zdesperowanego gościa to jednak trzymają poziom.

Trzymam kciuki i pozdrawiam

Portret użytkownika glinx11

1. Agresywnie? Sam nie

1. Agresywnie? Sam nie wiem... być może. Po prostu cieszyłem się na myśl, że idę na drugą randkę z tą samą dziewczyną i że być może przekujemy to w coś większego...
2. Normalnie tak bym zrobił, ale w piątek zadzwoniłem do niej tylko, by doprecyzować szczegóły. Drugi raz przekręciłem do niej, kiedy już byłem na miejscu, żeby sprawdzić, czy gdzieś jej w okolicy nie ma.
3. Tu akurat spodziewałbym się raczej odwołania pierwszego spotkania... co do drugiego to, jak mówiłem, nic na to nie wskazywało.
4. No cóż: mam was. Wink I z wami się dzielę tym, co mnie spotyka.
5. Paradoksalnie, na moje niedowartościowanie najlepiej podziałałby jakiś mały sukcesik... nie mówię, że od razu seks, ale choćby ta druga randka - dowód, że jednak mogę osiągnąć więcej, że czynię postępy. A tak to budowanie własnej wartości jest trudne, przynajmniej dla mnie. Tak, myślę, że masz rację, że samotność jest moją frustracją: skłamałbym, gdybym powiedział, że potrafię obojętnie spojrzeć na szczęśliwą parę, przechodzącą obok mnie. Co do tego, czy nie cierpię przebywać sam ze sobą, powiem tak: wiem, że samotność jest czymś nienaturalnym. Z drugiej strony jestem osobą o wielkich trudnościach w nawiązywaniu kontaktów towarzyskich, tak miałem od dziecka. Rozmowa z drugim człowiekiem dostarcza mi dużo stresu. Dlatego moment, w którym znajduję się z dala od jakichkolwiek oczu, jest dla mnie momentem ulgi, wytchnienia.

Dziękuję za życzenia i za komentarz. Wink I nie jestem pryszczaty.

Miałem, sie nie udzielać na

Miałem, sie nie udzielać na forum,ale:
wg mnie, wg moich doświadzeń ( trochę się tego zgromadziło)
problem jest w tym, że ci za bardzo zależy.
Spotykasz się z dziewczyną i dążysz do uzskania nr telefonu, potem do spotkania - to są dla ciebie nadrzędne cele. Tu jest błąd, bo ona czuje że cię nagradza spotykając się z tobą, wszystkie te telefony przed spotkaniami podowują że wie że będziesz bo ci zależy nie ma tu nic tajemniczego, nutki niepokoju itp. -dziewczyny tego potrzebują- tak jak my sexu.
Takich adoratorów piękna kobieta ma na pęczki więc nie jest to dla niej nic atrakcjnego, musisz być inny, zaskakujący.
moja rada postaw sobie za cel:
- rozmieszenie dziewczyny, określ ile razy na spotkaniu,
- spowodowanie by sę rozluźniła,
- poczuła się z tobą dobrze,
- sama dała ci numer
(jak? wszystko masz po lewj stronie)
Nigdy nie proś, nie pytaj, nie potwierdzaj, zawsze pokazuj że masz inną opcję (dawaj delikatnie aluzjami do zrozumienia)mówisz i tak będzie i koniec, jak się sprzeciwia postaw na swoim ( sprawdza cie). Nie mow : to może się spotkamy jutro? tylko: Będę po ciebie jutro o 9 i koniec. Jak nie może podaj inną date TY a nie czekaj na jej propozycje i nie dzwoń aż do spotkania-niech ona się martwi czy będziesz. Jak sprawisz rozmową że czuła się świetnie na pierwszym to będzie tęsknić za drugim.
To tyle, sam tak postępuję i to działa, nie jest to zreszta nic nowego, wszystko jest w art.po lewej, jakbyś przysiadł i poczytał to sam dojdziesz do podobnych wniosków. pozdrawiam i powodzenia.
Ps.polecam filmik:

Po takimspotkaniu jak myślisz czy ona go oleje czy przybiegnie jak na skrzydłach na drugą randkę?
mam do niego sentyment bo przypomina mi stare dobre czasy jak sam byłem nastolatkiem Smile

Portret użytkownika glinx11

Kwestię mojej needowatości

Kwestię mojej needowatości wiele razy już przerabialiśmy. Główna różnica między mną a 99% innych użytkowników polega na tym, że nigdy nie miałem dziewczyny - i to jest chyba główny problem. Gdyby wam nagle przyszło umrzeć (odpukać w niemalowane), mielibyście poczucie, że przynajmniej zasmakowaliście, jak to jest być z kobietą. Ja natomiast nie, co dostarcza dodatkowej presji. Ponadto należy pamiętać, że jestem osobą, która raczej nie robi niczego tak od niechcenia: czyli np. nie zacznę podrywać laski bez świadomości, że tak właśnie robię. Jeżeli mi na czymś nie zależy, to tego nie robię, jeżeli zależy - to robię to źle. Taki już jestem.

Jeżeli chodzi o uzyskanie telefonu, to prawda jest następująca: bez telefonu mogę zapomnieć o wszystkim innym. W tym wypadku czas miałem ograniczony. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że mogą nie odebrać (większość nie odbiera), ale jak nie zdobędę numeru, nie odbiorą na pewno (bo nie będą mieć czego). Telefony przed drugim spotkaniem służyły tylko ustaleniu szczegółów spotkania - przyznam, że nie do końca rozumiem, co znaczy, że ma wiedzieć, że będę - a po co miałbym się z nią w takim razie umawiać? Ludzie z reguł przychodzą na własne randki...

Nie wiem, o co chodzi z tym rozmieszczaniem.

Po prostu myślałem, że wystarczająco dużo pewności siebie okazywałem ostatnim razem, sama zresztą mi to przyznawała. Wtedy czułem się autentycznie luźno, odbijałem ją, negowałem itp. bez większej świadomości, że w ogóle to robię. Wszystko zresztą opisałem w poprzednim wpisie. Naprawdę byłem z siebie zadowolony.

Co do reakcji tej laski z filmu, być może jeszcze rok temu powiedziałbym, że przyleci na pewno - ale dziś już niczego nie jestem pewien.

Miałem kiedyś naprawdę

Miałem kiedyś naprawdę podobny problem. Dziewczyny zawsze mnie olewały,lub byłem misiem przytulanką, albo przyjacielem. Pierwsza dziwczyna z którą poszedłem do łóżka to koleżanka z osiedla, na której wogóle mi nie zależało, a zagadałemdo niej bo chciałem się odegrać na kobietach ( po zostawieniu mnie przez byłą). Byłem szorstki, arogancki niedostępny, a przez to nieprzewidywalny. Bądź nieprzewidywalny. Też jak teraz uderzam do dziwczyny wiem że mi się podoba, wiem że chcę ja w łóżku, ale nie za wszelką cenę i nie każdą. One to muszą wiedzieć im więcej wymagasz, tym one bardziej chcą te wymagania spełnić (czują sie dowartościowane).
W ramach nauki popróbuj flirtu z dziwczynami na których ci nie zależy(nieatrakcyjne dla ciebie, patrz jak reagują i wyciągaj wnioski. odnośnie: "byłem pewny siebie a i tak dupa", nie wystarczy być pewnym siebie w rozmowie na końcu czy na początku, czasem po 3 godz. gadania jest OK a spiepszysz w ostatnim zdaniu na dowidzenia i ona już wie że to wszystko co pokazałeś to poza.
Pamiętaj Dziewczyny to BARDZO inteligentne stworzenia, nie wystarczy grać twardziela,trzeba nim być. A staniesz się nim poprzez rozmowy z dziewczynami,podglądanie ich zachowań, próbne flirty bez oczekiwań. Zobaczysz co działa co nie.
Ps. Byłem jeszcze bardziej beznadziejnym przypadkiem - odezwanie się do ładnej ekspedietki w sklepie graniczyło z cudem, nawet jak mnie zagadnęła zawsze mówiłem nic nie potrzebuję. Smile

W moim poprzednim poście miało być; rozśmiesz (spowoduj by sie uśmiechnęła), nie rozmieszczanie Smile

Portret użytkownika wisman

Po tytule wiedziałem czyj to

Po tytule wiedziałem czyj to wpis
Glinx - spec od porażek :]

Portret użytkownika Platon

Hmm... piszesz że masz presję

Hmm... piszesz że masz presję czasu hehe to ile ty masz lat że tak się czujesz jakbyś jutro miał umrzeć co ty myślisz że jak się prześpisz z jakąś laską to będzie ci lepiej może i tak ale przez chwilę ty musisz się zmienić wewnętrznie tak jak ktoś mądry napisał nie udawać tylko być sobą.

Ważne że walczysz pamiętaj że póki walczysz jesteś zwycięzcą czerp szczęście z kontaktu z innymi nie nastawiaj się że bez kobiety nie będziesz szczęśliwy uwierz w to że kobieta jest tylko dodatkiem ważniejsi są przyjaciele pasje własne życie a kobieta zastępuje rękę i tyle(no może nie do końca no ale zasadniczo hehe)

Jesteś idealistą, życie jest trudne nie ma lekko często bywa że ludzie znęcają się nad słabszymi bo wiedzą że oni im nie zagrażają i tak samo jest z kobietami one czują że ty jesteś słaby dzwonisz tyle razy widzą że jesteś przed czasem że ci zależy.

Gdyby zamiast ciebie był mocny charakter to zaraz by wyzwał taką laskę i ona bała by się odpierdolić taką manianę miej wyjebane nie rozumiesz tej maksymy.

Portret użytkownika glinx11

Nie chodzi mi tu o seks - to

Nie chodzi mi tu o seks - to znaczy chodzi, między innymi, ale nie jest to na chwilę obecną takie ultrasuperważne. Ja nie próbuję się usprawiedliwiać, tylko wyjaśnić nieco moje podejście do tych spraw: przyznasz, że facetowi, który nigdy nie miał dziewczyny, łatwiej jest uwierzyć, że stan ten nie ulegnie zmianie, niż komuś, kto takową dziewczynę przynajmniej przez chwilę miał. Niestety, jak mówiłem, na naszej stronie takich gości praktycznie nie ma.

Walczyć, jak mówiłem, chcę, choć oczywiście nie chcę musieć robić tego do końca życia, nie posuwając się do przodu, a to też jest przecież możliwe. Bądź co bądź nieważne jak długo bijesz pięścią w żelbeton - choćbyś robił to do usranej śmierci, nawet go nie zadraśniesz. Staram się sam uświadomić sobie własne błędy, żeby przejść na ten wyższy poziom - osiągnąć wspomniany tymczasowy cel, co z kolei da mi poczucie, że autentycznie posuwam się do przodu. Kwestia braku kobiety wpływa u mnie nie tylko negatywnie na samopoczucie, ale też na percepcję samego siebie jako mężczyzny. Bądź co bądź ciężko jest stanąć przed lustrem i powiedzieć samemu sobie, że jakbyś chciał, to byś miał, skoro chcesz, a i tak nie możesz.

Nie kwestionuję tego co mówisz, ale... czy naprawdę mogła zrezygnować z naszego spotkania, kiedy tylko zadzwoniłem do niej, by zasygnalizować swoje przybycie? Czy naprawdę takie gówno miałoby wystarczyć jako pretekst?

Jak wspominałem na górze: ja nie umiem podrywać nieświadomie, a przecież do tego właśnie sprowadza się cała ta maksyma. Nie wyobrażam sobie, żebym podszedł do jakiejś laski bez nadziei, że coś z tego wyjdzie.

Portret użytkownika Platon

Piszesz że nie możesz

Piszesz że nie możesz nieświadomie podrywać, że wiążesz od razu nadzieję na coś większego. Masz złe nastawienie podchodząc pytając się kobiety o godzinę nastawiasz się na to że zaraz ją zaciągniesz do łózka, źle podchodząc do takiej kobiety powinieneś mieć nastawienie że chcesz ją poznać zobaczyć czy faktycznie jest ok. hmm... jak ci się spodoba to próbować się do niej zbliżyć. Jesteś strasznie napalony chcesz ale nie możesz masz cholerne ciśnienie weź wyluzuj odpuść sobie tą całą presję wyjeb gdzieś w kąt i nie zwracaj na nią uwagi.

Myślisz że kobieta tego nie widzi że masz chcice i że jesteś tak napalony to można łatwo wyczuć szczególnie jak kobieta jest atrakcyjna i ma wielu adoratorów. Zacznij biegać ćwiczyć może zapisz się na jakiś boks albo coś w po dobie wyładuj się wyrzuć tą złą energię ten cały stres tą frustrację i te złe emocje. POWODZENIA

Portret użytkownika Euro

Drugi i ostatni raz piszę: -

Drugi i ostatni raz piszę:

- Łapy trzymaj przy sobie, dotyk delikatny, taki mimochodem, naturalne gesty wynikające z sytuacji

- Nie wydzwaniaj kilka razy, sms-ów nie pisz, wystarczy raz sie umówić, bez ciągłego potwierdzania...

Reasumując, wychodzisz na napaleńca. Tylko że Ty nie chcesz wbić sobie do głowy tego, i lecisz z obmacywaniem i obslinianiem laski, na ich miejscu też bym nie chciał sie z Tobą spotykać. Jak się spóźnia to nie dzwonisz jak pipa tylko odchodzisz, ona powinna się tłumaczyć sama z siebie, jesli przedstawia jakąś tam wartość jako kobieta. Inaczej nie jest warta zachodu, Ty jednak, choć przeczysz, aż emanujesz desperacją, nawet w swoich tekstach. Na żywo musi to wyglądać tragicznie...

Niby błędy analizujesz, a tych, które maja wpływ na negatywne "wyniki" nie chcesz dostrzec bo aż ślinisz się na myśl, że jakąś "przeliżesz" czy podotykasz i nie jestes w stanie się powstrzymać.

Portret użytkownika glinx11

Mógłbym polemizować, ale nie

Mógłbym polemizować, ale nie mogę przecież powiedzieć, żeby moje dotychczasowe podejście przynosiło zadowalające rezultaty.

A więc... tak, masz rację. Widzicie, nawet glinx11 umie przyznać się do błędu. Wydaje mi się, że mimowolnie wychodzę z założenia, że jak będę trzymał łapy przy sobie, to laska uzna mnie za jeszcze jedną romantyczną ciotę. Najwidoczniej mamy do czynienia z kolejną iluzją, którą należy zwalczyć. No tak, przecież to ona powinna sobie zasłużyć na to, żebym ją dotykał, a nie na odwrót. To ona ma pragnąć kontaktu z moim ciałem, a ja powinienem dawkować go jej partiami. Postaram się o tym następnym razem pamiętać.

Podobnie z otwieraczami. Najwyższa pora skończyć z tym standardowym bullshitem, nie ma też co tłumaczyć się ograniczeniem czasowym. To przecież nie jest tak, że faceci nie podbijają do lasek na ulicy. Nie jest ich wielu, to fakt, ale zarazem nie aż tak mało, by moja akcja, niepoparta żadnym intrygującym tekstem, mogła zrobić na niej wrażenie.

Co do wydzwaniania, to również racja. Sam myślałem sobie, że przecież to i tak nie zaszkodzi, skoro ona już się nie odezwie. Ale to wcale nie jest takie nieszkodliwe. Po pierwsze: tworzy zły nawyk i umacnia niską samoocenę. Po drugie: może gdyby nie ta moja nachalność, nieco bardziej żałowałaby utraconej okazji - albo przynajmniej spełniła swą obietnicę i zadzwoniła następnego dnia.

Nie powiem, że zrozumiałem wszystkie moje błędy. Ale wiem, że jestem w stosunku do siebie nieuczciwy. Fakt nienajgorzej przeprowadzonej rozmowy w trakcie schadzki (nie sądzę, żeby to właśnie był ten element, który zadecydował o zerwaniu kontaktu z jej strony) nie może przysłaniać mi innych, popełnianych notorycznie od ponad roku błędów.

Już kiedyś pisałem, że

Już kiedyś pisałem, że najważniejsze że próbujesz a z dziewczynami niestety nie tak jak z samochodem ze jak będziesz ciągle dbał i polerował to on będzie błyszczał. Podchodzisz do wielu dziewczyn i osiągnięcia masz bo kiedyś nawet nie pomyślałeś, że możesz się całować a teraz już widzisz masz to za sobą i nie jeden raz. Dziewczyna na więcej niż jedno spotkanie też się w końcu znajdzie siły niema żeby CI się nie udało.
A w kwestii porady:
- HOBBY!!! - Z wielkim zaangażowaniem.
Musisz czymś odciągnąć myśli, że laska jest najważniejsza, oczywiście nie komp i gierki lub sport typu redtube.
Trzeba wyjść do ludzi np. kulturystyka, bieganie, idzie zima to też snowboard lub narty.
I w tych zainteresowaniach dąż do wyników!
Po pierwsze zajmiesz się czymś co może postawisz na równi z dziewczynami i nie będziesz cały czas rozmyślał, po drugie będziesz miał cały czas kontakt z ludźmi między innymi kobietkami ale podczas uprawiania sportu będziesz z nimi swobodnie rozmawiał bo nie będą w tedy najważniejsze, po trzecie One bardzo cenią ludzi z pasjami i zainteresowaniami a nie Józka z puchą piwa i wielkim brzuchem oglądającego mundial i wszystkie reklamy. Człowiek z pasją zawsze jest interesujący.

Portret użytkownika Dil

Gdzie się z nią chciałeś

Gdzie się z nią chciałeś spotkac? Moze poprostu znudzila ją wizia kolejnego spotkania na ktorym bedzie tylko gadac

PS Czasem się coś zjebie nawet jesli robimy wszystko dobrze