mobilklasik
Witryna poświęcona jest wróżby online
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Krótko o zasadach w związku

Zauważyłem, że wśród wielu użytkowników panuje tendencja na rozmowy o zasadach w związku. Spoko, każdy ma swoją zajawkę. Moja jest nieco inna, bo o normach postępowania moich czy jej, raczej nie rozmawiam.

Ja traktuję związek na luzie, co nie oznacza skrajnego liberalizmu w relacji z dupą czy nieograniczonej swobody działania. Traktuję związek na luzie, bo ma być on dla mnie czymś przyjemnym, sprawiającym satysfakcję, miłym. Po co ograniczać go z góry wyznaczonymi regułami? To i tak wyjdzie w praniu.

Jeśli więc istnieje w moim postępowaniu coś takiego jak klasyfikowanie dupy i szufladkowanie jej, jako nadającej się lub nie, do związku ze mną – działa to na zasadzie obserwacji i wywierania wpływu, a nie pustych deklaracji. Co to znaczy?

Zapodam wam prosty, tendencyjny przykład:
Laska podczas rozmowy telefonicznej: Wiem, że byliśmy dziś umówieni na sprzątanie strychu twojej babci, ale Kasia dzwoniła. Prosiła żebym pomogła jej w wyborze podwiązki na studniówkę i w związku z tym idziemy razem na zakupy.
Ja (z początku skonsternowany): Uzgodniliśmy coś innego, ale jak chcesz. To twój wybór…

Po czym rozłączam się z nią i zrywam kontakt wkurwiony jej niesłownością. Nie mam ochoty z nią rozmawiać i za Chiny Ludowe nie pomogę przekopywać ogródka jej starych w przyszłym tygodniu. Ona nawet nie musi mnie przepraszać, tylko poczuć, że takie zachowanie się nie opłaca. Kiedy sama będzie zapieprzać ze szpadlem w ręce, zrozumie popełniony kilka dni wcześniej błąd i być może w przyszłości więcej go nie popełni...

Osobiście uważam, że taka strategia jest dużo bardziej efektywna niż wcześniejsze, słowne ustalanie reguł typu – „szanuj dziewczę chłopa swego jak siebie samego. Mam taką zasadę i wiele innych, o których zaraz ci opowiem”. Ona ma to wiedzieć i będzie o tym wiedzieć, jeśli jest ogarniętą osóbką. Jeśli nie, to ja takiej nie chcę. Jeśli nie zrozumie badziewia swojego postępowania po akcji ze szpadlem i podwiązką, to niech spada i tyle.
Wiem, że Gracjan pisał o trzech magicznych zasadach, ale taka – za przeproszeniem – sakralizacja pojęcia norm w związku, jaką prezentują niektórzy, to bardziej poza niż faktyczne umiłowanie jakichś prawideł.

Nie wiedzieć czemu, słowne ustalanie norm w związku przypomina mi ślub. Przysięgę składaną przed Bogiem i ludźmi. Złote wersety z – „Ja, biorę sobie Ciebie za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci” – na czele.

Później macie tematy na forum – „Ustaliliśmy na początku związku, że nie wychodzimy osobno na imprezy, a teraz Zosia, po 3 miesiącach naszej relacji, twierdzi, że ją ograniczam, bo nie może wyjść na piwo z koleżankami. Jak żyć?”

Napiszę krótko – trzeba było nie ustalać durnych zasad. Trzeba było mówić, co ci się podoba, a co nie w reakcji na działania i słowa dupy, a nie na samym początku. Przecież wtedy nawet nie wiesz kim ona jest…

Zasady są ważne i to one porządkują relacje międzyludzkie. Tyle, że te zasady/normy/reguły/dogmaty, powinny być w człowieku, a nie na kartce papieru czy w słowach rzucanych na wiatr…

Odpowiedzi

Portret użytkownika wunderwafe

Po ludzku, podoba mi się.

Po ludzku, podoba mi się.

"Zasady są ważne i to one

"Zasady są ważne i to one porządkują relacje międzyludzkie. Tyle, że te zasady/normy/reguły/dogmaty, powinny być w człowieku, a nie na kartce papieru czy w słowach rzucanych na wiatr…"

Treść całego wpisu jest przeciwstawna do tego ostatniego zdania. Skoro nie ma zasad to "hulaj duszo piekła nie ma".

Trzeba przekazać partnerowi nasz stopień tolerancji, żeby wiedział czego od niego oczekujemy na co się nie godzimy.
Bo co jeśli dla twojego partnera ktoś na boku to nic złego, a dla ciebie to zdrada? Przecież nie ustalaliście zasad.. to można..
Moim zdaniem zasady są bardzo ważne, mówisz co ci się nie podoba, czego nie tolerujesz, co chciałbyś zmienić. To samo druga osoba. Jeśli coś się spieprzy, jeden z partnerów nie jest w stanie czegoś utrzymać, to jest ocena czy warto się dalej starać czy odpuścić. Ciężko wtedy podjąć (przynajmniej mnie) odpowiednią decyzję i być konsekwentnym jeśli nam na tej osobie zależy. Ale trzeba to zrobić i się rozstać, jeśli jeden z partnerów nie jest w stanie spełnić wymagań drugiego.

Nie chodzi mi o odrzucenie

Nie chodzi mi o odrzucenie zasad. Każdy ma jakieś zasady i każdy ogarnięty cżłowiek powinien wiedzieć, że jeśli się z kimś spotyka, spędza z nim czas, to należy się tej drugiej osobie szacunek. Jeśli miałbym coś takiego tłumaczyć lasce, to znaczy, że albo jest upośledzona emocjonalnie albo ma wypaczony obraz świata. Nie chciałbym być z kimś komu muszę tłumaczyć, że nadrzędną zasadą w związku jest wzajemny szacunek...

O to chodziło w pierwszej części wpisu.

Odebrałem to trochę tak jakby

Odebrałem to trochę tak jakby to:

"Nie chciałbym być z kimś komu muszę tłumaczyć, że nadrzędną zasadą w związku jest wzajemny szacunek..."

było ustosunkowaniem się do:

"Bo co jeśli dla twojego partnera ktoś na boku to nic złego, a dla ciebie to zdrada? Przecież nie ustalaliście zasad.. to można.."

Dla mnie bynajmniej skok w bok nie jest oznaką braku szacunku. Dla innego będzie. Dla każdego szacunek to jest trochę co innego

Moim zdaniem autor bloga myli

Moim zdaniem autor bloga myli dwa pojęcia. Bo po pierwsze zasady tworzone w związku o których wspomina Gracjan tworzą fundament na którym opiera się związek i zawierają pojęcia bez których nie jesteś wstanie ufać drugiej połówce i budować z nią wspólnego życia. Przykład jaki zaistniał w powyższym blogu to forma testu jaki zastosowała girl (świadomy bądź nie wynikający z roztrzepania itd.). Nie można mówić iż tworzysz luźny związek bez norm i zasad bo pozwalasz jej uczyć się na błędach kiedy widzi skutek jaki wywoła (brak pomocy w skopaniu ogródka).
Moim zdaniem twoja odpowiedz na opisana sytuacje była jak najbardziej słuszna i godna polecenia ale moim zdaniem odbiłeś tym samym tylko jej test.
Zasady są stosowane jedynie dla wyższych celów które określają granicę których przekroczenie może zniszczyć waszą relację a nie wyznaczać sposób zachowywania się kobiety w każdej możliwej sytuacji w jakiej może się znaleźć.

Portret użytkownika Ulrich II

Ja też tak myślę, zasady

Ja też tak myślę, zasady ustalane odgórnie, blokują naturalne zachowanie sie partnerki, spełnia ona nasze oczekiwania, czasami wbrew sobie, z czasem gdy ogień i jej zaangażowanie trochę osłabną, może wrócić do swojego charakteru i nasze wspólne zasady h... strzeli.
Lepiej obserwować kobietę i jeśli jej zasady i postępowanie jest bardzo dalekie od naszego po prostu odpuścić, bo na siłę nikogo nie zmienimy, szkoda czasu.

Portret użytkownika Guest

nie do konca, Ulrich...

nie do konca, Ulrich... ustalanie odgorne ma taki plus, ze moze byc punktem wyjscia do dyskusji. Nie zakładam opcji, ze mowisz, ze na samotne wyjscie sie nie zgadzasz, a ona odpowiada "ok, misiu". Możecie wtedy na ten temat porozmawiac, pojsc na kompromis, wyjasnic drazliwe kwestie. Dzialanie ad hoc ma to do siebie ze panienka odpowie "a ja i tak pojde bo juz sie umowilam" i zacznie się walka na złośliwości ("to wobec tego ja w przyszlym tygodniu wyjezdzam z kumplami na caly weekend") itd, itp..

Wracając do wątku głównego - ile kobiet tyle opcji. Albo wprost uprzedzając, albo w momencie zaistnienia incydentu, albo...
... opowiedziec jakąs sytuację, np. związaną z samotnym wyjsciem do klubu, czy opisac zdarzenie z zakupami czy kopaniem działki, ktora miala miejsce u twoich znajomych i podyskutowac nad tym... wtedy nie wprost, nie uprzedzając i nie ad hoc a mozna poznac opinię na dany temat...

"... opowiedziec jakąs

"... opowiedziec jakąs sytuację, np. związaną z samotnym wyjsciem do klubu, czy opisac zdarzenie z zakupami czy kopaniem działki, ktora miala miejsce u twoich znajomych i podyskutowac nad tym... wtedy nie wprost, nie uprzedzając i nie ad hoc a mozna poznac opinię na dany temat..."

To tak jak z moim wpisem i komentarzami pod nim, które można traktowac jako rozwinięcie tematu...

Dokładnie jaki sens jest

Dokładnie jaki sens jest uczyć laske poszanowania to sie wynosi z mlekiem matki..albo i nie

Portret użytkownika dudek500

Popieram takie patrzenie na

Popieram takie patrzenie na świat.

Portret użytkownika _Alvaro_

Według mnie takie działanie

Według mnie takie działanie nie jest do końca dobre bo:

- one może chcieć się odegrać i co najwyżej skończy się to na przepychance kto komu bardziej zrobi na złość.

- czasami naprawdę jej coś wypadnie i nie będzie mogła dotrzymać słowa a ty ją skarcisz. Uzna Cie za tyrana.

Wiem z własnego doświadczenia Wink

Have FUN!
_Alvaro_

"- one może chcieć się

"- one może chcieć się odegrać i co najwyżej skończy się to na przepychance kto komu bardziej zrobi na złość."

Zgadza się Alvaro. Tyle, że kiedy rozmawiacie i ustalacie zasady w związku na samym początku, to w momencie kiedy ona łamie jakieś tam wasze postanowienia i tak będziesz musiał zareagować. Wychodzi na to samo...

Przy okazji napiszę, że nie wierzę w magiczną moc słów i ustalania zasad na początku związku. Jeśli laska jest zryta, to pokaże różki przy najbliższej okazji - bez względu na zasady jakie sobie ustaliliście.
Z drugiej strony, jeśli imponujesz jej jako facet, to nie będziesz musiał mówić co można, a co nie w związku, bo ona sama będzie się starała, aby było wam jak najlepiej.

"- czasami naprawdę jej coś wypadnie i nie będzie mogła dotrzymać słowa a ty ją skarcisz. Uzna Cie za tyrana."

Tu równiez się zgadzam, ale myślę, że każdy ogarnięty facet rozróżni poważne sytuacje od błahostek (przykładowe zakupy z koleżanką).

Dzięki za komentarz. Pozdro!

Portret użytkownika _Alvaro_

Także uważam że ustalanie

Także uważam że ustalanie zasad na początku jest sztuczne i ja tego nie stosuje. Jednak trzeba jakoś przekazać partnerce co Ci się podoba a co nie. Poniekąd jest to tzw. dotarcie się nawzajem, ja czasami mówię o tym co lubię a co nie ale nie w formie zasady.

Jeśli chodzi o kary. Oczywiście jest to uzasadnione to co opisałeś w swoim blogu. Ja jednak nie chce podchodzić to tego tak schematycznie. Wole nie trzymać się schematów i na bieżąco dobierać swoje zachowanie, np. jak zrobiła to pierwszy raz to może lepiej z nią o tym pogadać żeby wiedziała za co następnym razem zostanie ukarana.

Według mnie to dobra metoda jednak istnieje cienka granica i trzeba uważać żeby nie przesadzić bo efekt będzie odwrotny. Do tego przydaje się doświadczenie i wyczucie.

Pozdrawiam _Alvaro_

Portret użytkownika Informatyk

Interesuje mnie geneza

Interesuje mnie geneza Twojego nicku.

Myślę ,że Carlopactwo masz

Myślę ,że Carlopactwo masz trochę racji. Pewne zasady można ustalić,a pewne zasady są oczywiste.Przecież nie powiesz wszystkiego kobiecie,to lubię a tego nie,to mi się podoba a to nie,jeśli coś robi nie tak lub mnie to drażni to zwracam uwagę. A jeśli o czyms zapomnisz jej powiedzieć,to ma wymówkę,że przecież nie mowiłeś? Takie jest moje podejście.

Portret użytkownika Italiano

Proste? Jasnee! No cóż,

Proste? Jasnee! No cóż, szkoda że takie uświadomienie i zrozumienie tego wpisu przyjdzie do głowy w momencie, w którym zda Sobie sprawę z tego, że też był odpowiedzialny za pieprzenie się czegoś w związku a ciągłe gonienie i poprawianie dziewczyny, w celu aby pamiętała o ustalonych zasadach nie pokazując ich swoim ZACHOWNIEM nie tylko SŁOWEM, było paradoksem, który szybciej niszczył ten związek niż budował. Dzięki Carlo.
Dla mnie + do doświadczenia a dla Ciebie główna. Smile

Bardzo bliskie mojemu

Bardzo bliskie mojemu podejściu, również zgłosiłem na główną. Jedno mnie razi - "dupa" jako synonim "kobiety" w tekście dotyczącym związku. Ja mam tak, że jak jestem w relacji nawet "laska" mi jakoś nie przechodzi Smile Ale to detal, z przesłaniem się zgadzam w 100%, pozdro!

Portret użytkownika baudelaire

A ja mam wątpliwości czy

A ja mam wątpliwości czy każdy dobrze rozumie o co chodzi z zasadami.
Dla mnie w kwestiach kluczowych czyli np: partnerzy się nie zdradzają, partnerzy szanują się wzajemnie, partnerzy sobie ufają, itd zasady są fundamentalną częścią relacji i nie można ich w żadnym wypadku kwestionować. Złamanie jakiejkolwiek zasady skutkuje zawsze rozpadem tejże relacji.
Jednak ludzie bardzo często mylą zasady które są kluczowe z jakimiś małymi nieistotnymi pierdołami, na podstawie których próbują doprowadzić partnera/kę do pionu. Taką bzdurą według mnie może być wszystko co bezpośrednio nie wpływa na znaczną zmiane postrzegania drugiej osoby.
Mam wrażenie ze część użytkowników popada w skrajności- z typka jamniczącego zamieniają się w tyrana- sęk w tym że ta "tyrania" najczęściej służy rozpadowi, nie cementowaniu relacji z kobietą.
Tak więc panowie- ZASADY TAK! ale najpierw musicie zrozumiec czemu one mają służyć.

Portret użytkownika Sneakers

Co innego powiedziec " zosiu

Co innego powiedziec " zosiu nigdzie sami na imprezy nie chodzimy" a co innego mowic na samym poczatku "lubie dziewczyny ktore sa spokojne, chodza ze mna naimpreze, fajnie ze jak chce pojsc z kolezankami to zapyta czy nie mam nic przeciwko". Dobor ludzi powinien nastepowac w drodze porozumienia sie wzajemnych kwalifikacji.

Portret użytkownika kapitanzuo

gorzej jak trafi sie wam

gorzej jak trafi sie wam panna, ktora na poczatku na wszystko sie zgodzi a pozniej bedzie miec to w dupie. Wiele jest takich przypadkow.

To od Niej odchodzisz. Takie

To od Niej odchodzisz. Takie to trudne?

Tak, Henk, często to trudne.

Tak, Henk, często to trudne. Są panie, które ukrywają swoją chorą naturę przez miesiące, starają się i pokazują z jak najlepszej strony. Trudno się wtedy nie zaangażować, bo zdrowy człowiek nie zachowuje nie wiadomo jakiej czujności miesiącami. A z pani potrafi wyjść problem np. po roku - i wtedy nie jest łatwo się pogodzić z tym, ze nagle masz do czynienia z kim innym. Tak właśnie jest w związkach z kobietami ze zwichrowaną osobowością: jest raj, dopóki się nie zacznie robić blisko. Ze mną lata temu pewna córka alkoholika przez blisko rok budowała związek, byliśmy najbardziej zgraną parą na zachód od Wisły, wydawaliśmy się stworzeni dla siebie. A potem, jak już wspólnie zamieszkaliśmy, z miesiąca na miesiąc kompletnie ochujała i poznałem tą drugą ją. Spierdalałem w podskokach, ale poniosłem duuże emocjonalne koszty tego gówna.

Cholera... faktycznie taki

Cholera... faktycznie taki szmat czasu to umiejętnie ukrywać... na ten fakt nie miało wpływu Twoje zauroczenie?

stary, miało na pewno. Ale

stary, miało na pewno. Ale serio, nie było się do czego przyczepić, wszystko było okej. Zamieszkaliśmy razem i dopiero po kilku miesiącach się zaczęły dziwne akcje, które z czasem przybierały na sile i częstotliwości. To nawet nie tak, że ona coś specjalnie ukrywała - to typ pani, która świetnie funkcjonuje w okresie permanentnego zauroczenia, ale kiedyś motylki się kończą, a "normalne życie" ją przerasta. Od razu wyprzedzę podejrzenia: nie było gnicia w domu przed tv, rutyny i nudy. Nie zdążyliśmy nawet dojść do tego etapu Smile

Portret użytkownika kapitanzuo

Otoz to. W moim przypadku

Otoz to. W moim przypadku wygladalo to bardzo podobnie. Najpierw wszystko ok, pozniej idiotyczne komentarze "ja tego nei rozumiem" itp. Kazda proba dyskusji konczyla sie awantura. W pewnym momencie pomyslalem ok, skoro nie rozumiesz to doswiadczysz i zrozumiesz. Poszedlem na impreze do znajomych.Oczywiscie foch itp. Pozniej uslyszalem, ze ona nie bedzie sie nikomu podporzadkowywac. Oczywiscie sprowadzalo sie to do tego - jej potrzeby mialy byc zaspokojone, jej wymagania przestrzegane - ona nie chciala dawac od siebie nic. Niedojrzala osoba nie rozumie, ze zwiazek to tez wyrzeczenia i ludzie w pewnym wieku moga od siebie czegos wymagac.

Co do tekstu " wtedy sie odchodzi" - to przypominam sobie jednego z bardzo znanych trenerow pua, ktory plakal mi na ramieniu po tym jak byla kopnela go w dupe. Latwo mowi sie pewne rzeczy z pozycji obserwatora, sprawa wyglada inaczej jesli jest sie w to zaangazowanym

A ja mam takie odczucia do

A ja mam takie odczucia do tych Waszych "kwalifikacji", że mnie jednocześnie bawią i drażnią.

To jest takie drewno, że aż lipa. "Lubię dziewczyny, które podcierają dupę w kierunku od pipy do pleców". A co taka dziewczyna wtedy zgodnie ze scenariuszem winna była odpowiedzieć?

"Ach, to wyśmienicie, bo wygląda na to, że masz jedną z takich dziewcząt przed sobą!"

albo

"Oj oj, obawiam się, że podcieram dupę od pleców do pipy... nie możemy zatem być razem, ponieważ nie pasujemy do siebie...".

Fundamentalne zasady każdy dojrzały człowiek ma w sobie i z takim założeniem / kredytem zaufania np. ja przystępuję do rozwoju relacji. Kwestie mniejszej wagi wychodzą w trakcie rozwoju i to się rozwiązuje w locie. Związek to nie jakaś jebana umowa byznesowa, żeby negocjować warunki.

A muzą: bardzo pomaga w życiu weryfikacja oczekiwań wobec świata i ludzi, chyba już gdzieś o tym pisałem. Dopóki nie stać szanownych panów na dostrzeżenie w kobiecie indywidualnej jednostki z pełnią praw do własnego życia, własnych decyzji, nawyków i priorytetów - nie ma co mówić o miłości. Takie ustalanie zasad bardzo przeczy tej idei, bo to sygnał pt. "będę Cię kochał, ALE tylko jeżeli będziesz podcierała dupę od pipy do pleców".

Portret użytkownika Guest

ona nie musi nic mówić,

ona nie musi nic mówić, Snoofie... zupełnie nic... Jeżeli jest ogarnięta do do kręgu Papeza jej wpadnie i nie wyjdzie.. A jeżeli nie jest, to co byś nie robił będzie przesrane...
Sytuacje pojawiają się non stop: od komentowania incydentów na ulicy, w tramwaju, zachowan głupiej koleżanki, zdarzeń w filmie... widzisz, czy pogląd na daną sprawę jest podobny, czy calkiem inny... I takie komenty moga na wiele miesięcy wyprzedzać realne zdarzenia...

Guest, po raz pierwszy od

Guest, po raz pierwszy od zawsze zrozumiałem z Twojej wypowiedzi bardzo niewiele Smile Miałeś na myśli, że jeżeli zrozumie, co się do niej mówi to weźmie dla siebie, a jeżeli jest na tyle niegramotna, że nie zrozumie to i tak nic nie pomoże, nawet gadanie?

No i z tym wyprzedzeniem też nie bardzo rozumiem i z incydentami. Jak znajdziesz chwilę - napisz didaskalia, żebym poznał Twój punkt widzenia.

Portret użytkownika Guest

krąg Papeza Cię rozkojarzył?

krąg Papeza Cię rozkojarzył? SmileSmileSmile
Dobrze zrozumiałeś... Informacja dotrze i zostanie przeanalizowana. Mniej lub bardziej dogłębnie, ale zostanie...
Oceniamy różne sytuacje, których jesteśmy świadkami, a ktore niekoniecznie miały miejsce w naszym życiu. Czesto rozmawiam z moją partnerką o tym jak zachowalibyśmy się w sytuacjach, które obserwujemy u naszych znajomych... wtedy druga strona przynajmniej ma ogólne pojęcie, jakie sa nasze priorytety, czego w danej sytuacji można się po partnerze spodziewać i ew. jakie sa wzajemne oczekiwania...

każda z opcji ma swoje plusy i minusy. Oczywiscie nie wyobrazam sobie skrajnej sytuacji, w ktorej dwoje nowopoznanych ludzi siada naprzeciwko siebie i "spisują" co można, a czego nie. Ale z drugiej strony usłyszeć od partnerki "nie pójdziesz z kolegami na piwo" w momencie kiedy pastujesz buty też nie jest miłą perspektywą.

"Czesto rozmawiam z moją

"Czesto rozmawiam z moją partnerką o tym jak zachowalibyśmy się w sytuacjach, które obserwujemy u naszych znajomych..."

BINGOŁ! To jest sposób komunikacji w tych tematach chyba jedyny właściwy. Tą ścieżką idę. Nie chodzi o obgadywanie, ale jeżeli zauważę w towarzystwie, w parze ludzi, którzy są wśród nas jakąś lipę - odnoszę się do tego w komentarzu do wieczora, następnego dnia. Nawet nie w kategoryzującym tonie, ale zaznaczam, czego "nie rozumiem" i czego bym na miejscu jego / jej nie zrobił / nie powiedział. Przeważnie się okazuje, że zanim zdążę dojść do puenty, pani uzupełnia moje spostrzeżenia słowem mówionym albo choćby wyrazem twarzy. I to wystarczy Smile

виагра действие

details adulttorrent.org

source adulttorrent.org