mobilklasik
Witryna poświęcona jest wróżby online
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

no i udało sie... wróciła... tylko co z tego??

15 posts / 0 new
Ostatni
NotSoClose
Nieobecny

Dołączył: 2009-01-01
Punkty pomocy: 1
no i udało sie... wróciła... tylko co z tego??

Witam, jakis czas temu żaliłem sie ze zostawila mnie panna, czulem sie zle, samotnie itd itp, postąpiłem wg rad no i to dało skutek... laska zmiękła wyjawila ze teskni ze nadal kocha i chce zacząć od nowa. Powiedzialem, ze zobaczymy co da sie zrobic, ze jak sie bede meczyl to odpadam... ale wiecie co, stalo sie chyba tak jak w art jest napisane, ze uswiadamiasz sobie ze nie chcesz z nia juz byc... tzn u mnie tak dokladnie nie jest, bo nadal cos czuje, ale jak pomysle znow o tych klopotach, rozmyslaniach co ona robi, moze znow siedzi u szczura, to wole byc sam...i szczerze to kurwa gorzej sie teraz czuje niz jak jej nie bylo...choc z 2 strony gdy jej na zawze juz nie bedzie bede tesknil... sam nie wiem co robic, tez tak macie???

eVan (niezweryfikowany)

Czyżbyś się bał że znowu odejdzie ? Widzę że lekcje Gracjana nic Ci nie dały... Teraz to ona ma się bać że odejdziesz, że będzie się za mało starała żebyś został, odwróć role.

Avatar (niezweryfikowany)

NotSoClose - odpowiedz sobie czy ją nadal kochasz? czy chcesz z nią być?

Jak przemyślisz to podejmiesz decyzję.

Marcos (niezweryfikowany)

NotSoClose,

Po prostu się do niej przyzwyczaiłeś i chcesz ją mieć przy sobie, bo dzięki temu czujesz lżej, ale zawsze pozostawia ślad jak wracacie do siebie. Na każdym kroku będziesz miał myśli czy twoja girl znowu z czymś podobnym nie wyskoczy. Po prostu zapomnij o niej! Poznawaj nowe laski. A żale, płacze zostaw na wzruszający film.

Poczytajcie moją historię, która zaczęła pięknego i deszczowego 26 kwietnia 2006 roku, a skończyła się dzisiaj...

Pojechałem do Warszawy na zjazd żeglarzy, z moim dobrym kumplem. Na miejscu, w domu prezesa sekcji żeglarskiej, poznałem sympatyczną dziewczynę o blond włosach z seksownymi okularami. Zainteresowała się mną, ja również bardzo byłem nią zainteresowany. Odbyła się wspólna kolacja z pozostałymi członkami. Po jakimś czasie się skończyła i dziewczyna poszła gdzieś. Odszukałem ją i znalazłem. Ucieszyła się bardzo, no i gawędziliśmy do 3 nad ranem. Następnego dnia odbył się zjazd. Jakoś nie rozmawialiśmy ze sobą, ale później na obiedzie w jednym z restauracji w jakimś centrum handlowym, wymieniliśmy się numerami telefonicznie i gg. Zapadł wieczór, odpisałem że już jestem w mieście ukochanym cały i zdrowy. Czekała na wiadomość ode mnie czy jest OK po ciężkiej podróży Smile Gawędziliśmy tak tydzień czasu na tel i gg. Dowiedziałem się wtedy że nie mieszkała w W-wie tylko gdzieś indziej, dzieliła nas 431 km, dowiedziałem się też że razem będziemy studiować w jednym mieście, więc było spoko. Zaprosiłem ją do siebie, po zaledwie tydzień znajomości. Przyjechała do mnie, przeżyła wspaniałe wakacje dzięki mnie. No i stało się pewnego słonecznego, gorącego 5 maja. Wyznaliśmy miłość. Dzisiaj wiem że za szybko było. O wiele za szybko. Była pierwszą moją dziewczyną. Wakacje mijały fantastycznie, wspólny obóz żeglarski nad pięknym jeziorem. No i studia się zaczęły. Postanowiliśmy sobie że nie będziemy mieszkać razem w akademiku. Czas na to przyjdzie. Jednak minął zaledwie miesiąc, moja girl i jej współlokatorka zaczęły się nie porozumiewać ze sobą. Współlokatorka pierwsza odeszła. Dziewczyna moja, zaczęła poszukiwać inną koleżankę, ale bezskutecznie. Zaproponowałem ze będziemy razem mieszkać. Ta decyzja to początek końca naszego związku. Pierwszy rok studiów minął fantastycznie, byliśmy w 7 niebie, szczęśliwi. Pierwsze rysy pojawiły się na 2 roku studiów. Przejawiała brakiem ochoty na seks. Coraz więcej się kłóciliśmy. Kilka razy wisiało w powietrzu rozpad związku. jakoś wytrzymywaliśmy, dawaniem szans nawzajem. Pomagałem jej w Miss Polski 2008, ostatecznie zajęła 3 miejsce. Minął 2 rok (fantastyczny w sensie naukowym, dostałem stypendium naukowe). W wakacjach, dziewczyna mnie zostawiła. Przeżyłem to okropnie. Wakacje minęły. 3 rok studiów. Dalej mieszkamy razem. Dziś wiem że to był okropny błąd, który polegał na ciągnięciu cierpień, kłótni itd. W październiku dziewczyna nie wytrzymała i powiedziała ze to był błąd ze tak łatwo ze mnie zrezygnowała. Ucieszyłem się bardzo. Dalej w jednym pokoju mieszkaliśmy. I w tym momencie, NotSoClose, czytaj uważniej. Nasz związek nie było tym związkiem co było na pierwszym roku studiów. Nie było seksu, nie robiłem z tego wielkiego problemu, ale przypominałem o tym. Dziewczyna stawała się coraz bardziej obojętna. Nie doceniała należycie moje starania. Nastały święta Bożego Narodzenia, wówczas trafiłem na stronę Gracjana. Powiem szczerze że przejrzałem na oczy. Żyłem w takiej iluzji, myślałem że dziewczyna co miałem, jest kobietą mojego życia. Ale najważniejsze że przejrzałem na oczy. Postawiłem stosować rady Gracjana. Po części skutkowały. Aż do wczorajszego wieczoru...

A co było? Chwila, która wystarczyła żeby przewrócić wszystko do góry nogami. Chciałem pójść na imprezę. Dziewczyna nie robiła z tego wielkiego problemu, jeśli chodzi o to ze często pozwalała mi an częste wypady bez niej. ja jak zawsze proponowałem na wyjście razme, oderwać się. Odmówiła ileś tam razy. No to powiedziałem, to w takim razie sam pójdę i powiedziałem ze nie widzę przyszłości w naszym związku, jeśli tak dalej będzie zachowywała. Dziewczyna odparła ze ma ochotę na filmy na kompie i czytać gazety. Na marginesie, bardzo często tak wieczory wyglądały. Powiedziałem że już mam dosyć takiego związku. Dziewczyna oczywiście wkurzona. Poszedłem sobie. Popiłem parę piw. Wróciłem do akademika. I dziewczyna powiedziała że zgadza się ze mną ze nie jest tak jak kiedyś i chce uszanować moja decyzję. Byłem trochę w lekkim szoku. Powoli czułem ze tracę grunt pod nogami, ponieważ nie za bardzo wierzyłem. Później zachowałem się (nie wiem jak mam opisać) tak, że dziewczyna zaczęła mnie się bać. Widząc to, odpuściłem. Od razu przypomniałem lekcje Gracjana. Przestałem gadać. Przeprosiłem bardzo za moje zachowania. Poszedłem spać. Dziś rano, oczekiwałem na najgorsze. Jednak byłem zdziwiony, ponieważ zrobiła dla mnie śniadanie. Spytałem się jej czy dla dobra jej i mojego żebym stąd wyniósł. Powiedziała ze mam zrobić co chcę, nawet na pozostanie w pokoju. Powiedziałem ze lepiej jak stąd wyjdę. Jednak nie przeprowadziłem się ze względu na brak innych wolnych miejsc w akademiku. I stąd siłą rzeczy muszę zostać. Dziewczyna rozumiała taką sytuację. Robiła dla mnie obiad i kolację, w międzyczasie to cisza. Uświadomiłem sobie, po cholerę mam tracić nerwy czas. Postanowiłem sobie że będę Casanovą w polskim wydaniu. Mam plan, wynieść się z pokoju, zminimalizować kontakt z eksdziewczyną, na nowo podrywać dziewczyny.

Czemu napisałem, poczułem potrzebę napisać to...mimo że historia taka sama u wielu facetów. Mam nadzieję ze zrozumiecie mnie Smile Teraz czuję się o wiele lepiej, patrzę na nią inaczej. I łatwiej jest mi teraz Smile I chciałbym jak możecie, w celach wyciągania wniosków w przyszłości, napisać swoje spostrzeżenia, wytknąć błędy(ja osobiście zauważyłem masę błędów).

Dziękuje wszystkim, którzy dali rade przeczytać, bardzo długi post.

aniołek (niezweryfikowany)

NotSoClose - ja też tak mam dlatego doskonale Ciebie rozumiem. Po rozstaniu z chłopakiem tęskniłam za nim i go idealizowałam, ale w zetknięciu z tym, że znów możemy być razem znów przypominały mi sie złe chwile, nasze kłutnie ,pretensje, zazdrośc i z jednej strony nie chciałam z nim być, a z drugiej brakowałoby mi go, gdybym to totalnie urwała. Ja doskonale ro rozumiem!

Pozatym może być tak, że jak Ona się teraz o Ciebie tak stara, to role się odwróciły i teraz Ty możesz się dopiero zastanowić czy naprawdę jej chcesz i potrzebujesz, bo jak było na odwrót to celem samym w sobie była Ona i nie kalkulowałeś chłodno, czy jest ona odpowiednia dla Ciebie, tylko, żeby ją zdobyć, bo to co jest trudno osiągalne jest atrakcyjne jak złoto, albo drogocenny kamień o którym można tylko marzyć...

NotSoClose
Nieobecny

Dołączył: 2009-01-01
Punkty pomocy: 1

Ja to wszystko rozumiem, ale myslicie ,ze ja pozwolilem jej wrocic i teraz znow latam i sie boje, ze odejdzie... bez przesady, ja jej wprost powiedzialem, bede sie zle czul to narazie, krótka piłka... Tylko problem jest inny, jest napisane, ze po paru spotkaniach jak dziewczyna bedzie sie starac mozesz okazac jej tez zaangazowanie...a ja sam nie wiem czy chce...czy to nie jest tylko kwestia czasu jak znow sie poklocimy o cos co bylo... ja chce odżyc, a nie tracic najlepsze lata na dylematy...wiem wiem, tu juz dalem sam sobie odp na moj problem... no ale to nie tak latwo jak sie wydaje...

aniołek (niezweryfikowany)

Nie no cośty właśnie o to chodzi mi że super postąpiłeś. Ja Ci napisałam od swojej strony, że miałam tak samo

aniołek (niezweryfikowany)

Widzisz zobaczyłeś, że to nie do końca Ci odpowiada, teraz masz wybór. Ale jak masz tego typu dylematy, że tracisz przy niej najlepsze lata... To (wiem ,że łatwo powiedzieć) - nie trać ich!!!

NotSoClose
Nieobecny

Dołączył: 2009-01-01
Punkty pomocy: 1

zle to troche ująłem, zbyt drastycznie, ze trace...ja mam taki charatkter ze bede sie zadreczal co bylo, co robila... tak naprawde to jest jedyna kobieta w moim zyciu przy ktorej czuje sie tak swobodnie... mamy te same problemy, wiemy o sobie wszystko nawet te najbardziej ukryte tajemnice...z 2 strony wiele nas takze rózni, choc oboje chcemy znalezc kogos juz do konca...ona wrocila tzn ze chce a ja teraz mysle czy ona jest tym naprawde dobrym wyborem dla mnie...mysle czy np w zyciu ine czeka mnie cos lepszego...kocham ja nadal no ale...

aniołek (niezweryfikowany)

cholera... powiem Ci, że ja mam podobną sytuację... tzn. mój chłopak (były) chce zebyśmy byli na stałe, na poważnie, a ja boje się tych wszystkich kłutni, które były wcześniej, a dobrze jest tylko jak się nie widzimy, a jak go nie ma to chce mu sie zwierzać i tesknie... zamknięte koło...

Ale czuje, jestem pewna, że to nie jest jednak miłość mojego życia...

Marcos (niezweryfikowany)

No ja też miałem takie myśli że moja dziewczyna jest kobietą mojego życia, tak myślałem aż do przedwczoraj. Nadal się widzimy, bo razem mieszkamy w pokoju w akademiku. Jakoś wytrzymuję, nie wiem tylko czy na długo. Kiedy nachodzą takie cipowate myśli żeby przebłagać ją na powrót to ubieram się i wychodzę na dwór. Wiem, że związek rozpadł się bo cały czas byliśmy razem przez 9 m-cy w akademiku, trudno się wtedy wytrzymywało. Teraz ta dziewczyna jest zupełnie inna, gorsza od tej co dopiero poznałem.

Całe szczęście że teraz wszystko wyszło na wierzch... gorzej byłoby gdyby tak było w np. małżeństwie lub w kościele przed momentem nakładania pierścionka na palec.

aniołek (niezweryfikowany)

Masz rację Marcos, trzeba patrzeć na to pozytywnie, że nie ma się jakiś zobowiązań i dopiero wtedy się ocknęło tylko o wiele wcześniej.

Ale masz wyobraźnię, o Boże jak ja bym się "obudziła" dopiero w Kościele to chyba...

suknia w ręce i bym uciekła co sił w nogach... hehehe (O Boże! nie chcę nawet myśleć o takiej sytuacji)

33 lata (niezweryfikowany)

To teraz ja Panowie. Mam 33 lata.

Mam nadzieję, że w dobrym miejscu zamieściłem posta.
6 lat małżeństwa. Od dwóch miesięcy nie jesteśmy razem. Jeszcze przed rozwodem. Ból itp. Wszyscy wiemy co i jak. Tę stronkę znalazłem miesiąc po rozstaniu (pozdro dla Gracjana). Popełniłem wszystkie błędy, których popełniać nie należy - wiadomo jak to człowiek w rozpaczy. Ale. Od miesiąca stosuję taktykę a la Gracjan. I odnotowuję coraz częstsze powody dla których moja była próbuje się skontaktować ze mną. Dodam,że mało ważne powody. Np dziś - o tak porozmawiać. Mam nadzieję że to działa. Dodam tylko, że kure...sko ją kocham i długo nie przestanę. Zdrady nie było, dzieci brak. Może to faktycznie działa... Powodzenia Panowie. Trzymać fason.

Marcos (niezweryfikowany)

Ostatnio coraz częściej słyszę o takich sytuacjach że panny młode uciekają przed ołtarzem. I coraz częściej zostawiają narzeczonego na miesiąc czy kilka m-cy przed ślubem. Nie wyobrażam sobie jak mogą się czuć faceci w takich sytuacjach.

Aniołku, wystrzegaj się przed zamieszkiwaniem z nim na stałe, w sytuacji jak jesteś niepewna. To jest początek końca związku. Sam z doświadczenia wiem jak to wygląda.

aniołek (niezweryfikowany)

A dasz wiarę, że właśnie o krok od tego było żebym się do niego wprowadziła... Dzięki Marcos za radę!
Teraz wiem już żeby tego nie zrobić.
A z tym ślubem, to ja nie byłam przekonana i powiedziałam, że możemy wziąść slub cywilny, żeby się "dotrzeć" i jak będziemy chcieli być ze sobą to za jakiś czas weźmiemy ślub Kościelny, bo nie byłam jeszcze przekonana. Ale On się nie zgodził, bo jest tradycjonalistą i tylko odrazu w Kościele!

O Boże jak dobrze, że tak wyszło...

Bo inaczej to bym Wam teraz relację ze sprawy rozwodowej zdawała. Albo byłabym nieszczęśliwą mężatką.

A z tym uciekaniem w sukni ślubnej to żartowałam hehe. Bo ja nie wezmę nigdy ślubu w Kościele jak nie będę pewna.

www.aboutviagra.info/product/synthroid-levothyroxine/

www.dmi.com.ua/models/auto/civic_4d_2017

www.dmi.com.ua/service/body